Malutka książeczka Beaty Pawlikowskiej dała mi chyba więcej radości niż kolejny przewodnik po Sri Lance, który czytam.
Nie ma tu za wiele sensacji z wyspy, jednakże Pawlikowska opisała to co ją w jakiś sposób zaciekawiło i mimo, że wciąż mi mało to rozbawiła mnie bardzo!
Szczególnie częścią z gastronomią, gdzie jadła tak ostre potrawy o jakich nie śniła.