Do tej pory miałam mieszane myśli na temat Beaty Pawlikowskiej. Kojarzyła mi się z pseudo-podróżniczymi kalendarzami wypełnionymi jakimiś ręcznie robionymi grafikami, gdzie chodzi tylko o to by sprzedać produkt. Po lekturze książki „Blondynka na Orinoko” nieco zmieniłam zdanie na temat jasnowłosej podróżniczki.
