f0e1ef7c-8606-45e7-9ae1-b9d4b6788f0a

Pokoje zarezerwowane, uśmiechy i plecaki zapakowane. Można jechać! Pewnego zimowego dnia wybraliśmy się do schroniska na Szyndzielnię. Opis może być przydatny tym, którzy na Szyndzielnię się wybierają, a jeszcze bardziej pomocny tym, którzy jadą tam z Katowic. Pojechaliśmy ekipą na wyjazd i połączyliśmy swobodne chodzenie po górach bez ścigania z miło spędzonym czasem i wariacjami śmiechowymi do późnej nocy. 

Jak się dostać z Katowic do schroniska na Szyndzielnię?

Udajemy się na dworzec PKP do Katowic i kupujemy bilet na pociąg do Bielska Białej. Tu pierwsza uwaga! Kupcie sobie bilet z Kolei Śląskich a nie na pociąg TLK z zarezerwowanymi miejscami. Koleje Śląskie są o wiele tańsze. Wysiadamy w Bielsku na głównej stacji, idziemy na wiadukt do góry tylko po to, by za chwilę zejść nim na dół na przystanek autobusowy. Autobus nr 8 zawiezie Was pod samą kolejkę linową na Szyndzielnię. Możecie oczywiście wybrać inne trasy, my akurat mieliśmy w ekipie osoby i dzieciaki, które chciały wjechać. Dla alternatywy i by wszyscy w grupie się nie pozabijali już na początku to dobre rozwiązanie by wspólnie dostać się pod kolejkę i każdy wybiera sobie co chce.

Droga na Szyndzielnię czyli jaką trasą szliśmy

Na samym dole mamy do wyboru dwa szlaki – niebieski i zielony. My na początek wybraliśmy niebieski. Nie szłam nim jeszcze, ale w śniegu człowiek na pewno męczy się szybciej. Trasa niebieska nie była trudna. Miała może z dwa trudniejsze podejścia wymagające włożenia więcej energii w kroki. Jeżeli macie nakładki z kolcami na buty lub raczki to zalecam założyć. Bywało ślisko. Pomagają bardzo kije trekkingowe, którymi się wspomagałam. Następnie zmieniliśmy szlak na zielony, w którym było jedno bardziej ostre podejście. Dookoła rozpościerały się cudowne widoki, zatem nie mieliśmy na co narzekać.

Schronisko PTTK na Szyndzielni

Nie będę podawała tu ani cen, ani rodzai pokoi bo znajdziecie to TUTAJ na stronie schroniska. Opiszę Wam moje wrażenia. Miejsce jest bardzo klimatyczne. I chociaż bywają tu tłumy turystów, to naprawdę warto zasiąść na stołówce i wypatrywać cudownych widoków za oknem w towarzystwie zupy pomidorowej, która jest tu wykonywana po mistrzowsku. Musicie sobie ją koniecznie zamówić, podawana jest z takimi pysznymi kluseczkami. Jedliśmy talerz za talerzem. Jedzenie stosunkowo nie jest za drogie, ceny są akceptowalne bardzo. Osobiście poszłam do kuchni i pochwaliłam kucharki, bo co nie zamawialiśmy to nam bardzo smakowało. Mogę śmiało polecić np. pierogi z mięsem. Uczta, uczta, uczta!

Ciepła woda pod prysznicem jest od godziny 19.00 i nie będzie tak, że nagle zabraknie. Jak startnęliśmy z kąpielami a było nas dużo plus obcy ludzie to nadal z słuchawki prysznicowej leciała przyjemnie ciepła woda. Do 19.00 można także zamówić ciepłe jedzenie w kuchni. Wrzątek jest bezpłatny całą dobę. W ciągu dnia udajemy się po niego do głównej kuchni, a po 19.00 wystawiony jest elektryczny czajnik w aneksie kuchennym obok pokoi. Rano można tam przygotować i zjeść sobie śniadanie.

Przydatne informacje ze schroniska na Szyndzielni:

  • Prąd jest cały czas, gniazdka poza pokojami
  • Przed pokojami jest dużo wieszaków i miejsca na rzeczy jak wrócimy przemoknięci to jak znalazł
  • Wrzątek dostępny 24h (w kuchni, a także wieczorem w aneksie kuchennym obok pokoi)
  • Bardzo dobre jedzenie
  • Ciepła woda pod prysznicem jest od 19.00 i nie ma na co narzekać, naprawdę jest ciepła i przyjemna
  • Łóżka piętrowe, brak drabinek ale dacie radę
  • Zimą w pokojach ciepło, grzeją bardzo dobrze kaloryfery
  • Dostępny aneks kuchenny

Nasze wędrowanie w okolicy Szyndzielni

Warto z Szyndzielni wybrać się na Klimczok. Stąd mamy duże pole do popisu ze szlakami. My pierwszego dnia pochodziliśmy w okolicy Klimczoka a także drewnianej chatki z górskimi pamiątkami w postaci zdjęć i dedykacji na ścianach. Kto zbiera pieczątki to takową tu dostanie. Następnie kilka osób zdecydowało się na Błatnią. Nie udało się dojść, bo pogoda się bardzo zepsuła i powoli dopadał nas mrok. W sumie byłyśmy już prawie na  Błatniej, ale zdrowy rozsądek kazał się wracać. Droga na Błatnią nie była trudna ale chwilami w śniegu znowu trzeba było włożyć w kroki więcej energii, co bywało momentami męczące. Szłyśmy szlakiem żółtym. Trochę nam było szkoda, bo byłyśmy o krok od schroniska, ale byłyśmy zadowolone, że potrafimy jeszcze podejmować rozsądne decyzje. Tym bardziej, że szły nas 4 osoby. Każda innym tempem.

W kolejnym dniu bardzo miło wspominam wieżę widokową pod kolejką na Szyndzielni. Wejście kosztuje 3 zł, trzeba zakupić bilet i przejść przez specjalną bramkę. Następnie część z nas musiała wracać, ale szkoda było tracić pięknego dnia, zatem ze Schroniska na Szyndzielni poszłyśmy sobie jeszcze na Kozią Górę i potem na autobus. Mijałyśmy przełęcz Kołowrót, a na Koziej Górze było schronisko. Bez szału z jedzeniem, wręcz nam nie smakowało. Wszystko było”jak z tytki”. Niedobre jedzenie rekompensowały drewniane stoły i ławy na zewnątrz, gdzie mimo, że w zimie to cudownie grzało słoneczko. Z Szyndzielni na Kozią Górę dostałyśmy się żółtym szlakiem, by zejść na dół do cywilizacji szłyśmy szlakiem niebieskim do miejsca o nazwie Cygański Las. Tu złapałyśmy autobus 1-kę do centrum Bielska Białej i potem na pociąg do Katowic.

Naszym celem nie było zdobywanie jak najdłuższych tras a dobra zabawa połączona z chodzeniem po górach. I śmiało powiem, że wszystko się udało. Schronisko na Szyndzielni jest bardzo fajne i przyjemne.