Książka pełna emocji kobiety z pasją. To opowieść o przygodzie Jennifer Steil, która doświadczyła rocznej pracy w Jemenie jako dziennikarka. Miały być tylko trzy tygodnie, miała robić inne rzeczy, a co najlepsze o wielu sprawach nawet sobie nie zdawała sprawy, że się wydarzą. Praca w Sanie odmieniła jej życie, bo w momencie jej rozpoczęcia autorka zaczyna uczestniczyć w największym osobistym wydarzeniu.

rok-w-jemenie

Całkowicie odmienna kultura azjatyckiego kraju sprawiła, że Amerykanka musiała podjąć trochę wyzwań. Praca dziennikarki przyniosła jej wiele trudnych chwil, a poglądy kulturowe i religijne bywały trudne do przeskoczenia. Pełniąc obowiązki redaktor naczelnej gazety „Yemen Observer” musiała podjąć się wielu wyzwaniom.

Książka to spojrzenie „zza kurtyny” na warsztat pracy dziennikarza. Myślę, że zainteresuje każdego, bo jest napisana bardzo przyjaźnie dla czytelnika, kolejne strony przemierza się po prostu z przyjemnością. Dla mnie jako dla osoby, która w jakimś stopniu zahacza o dziennikarstwo, pisząc chociażby bloga było to ciekawe doświadczenie i przezywanie emocji wraz z Jennifer.

Rok w Jemenie to próba obalenia pewnych stereotypów, które krążą wśród krajów arabskich. W książce przeczytacie, że można mieszkać w piernikowym domu, że masło orzechowe może zrewolucjonizować ludzi, a także jak ważny jest aspekt religijny będąc wśród wyznawców Allacha. Jennifer jest przepełniona pozytywną energią i ma w sobie wiele pasji, to pomaga jej w byciu taką jaka właśnie jest.

Książka przedstawia obraz pracy dziennikarzy jemeńskich, rolę Jennifer  jako naczelnej, która zarządza pracą w redakcji. Ukazane są także zabawne wątki jej „szefowania”.

Spodobał mi się komentarz Newsweeka, z którym się zgadzam, podczas czytania o książce opinii innych:

Pisarstwo Steil budzi zachwyt. Jest czytelne, zabawne, pełne emocji. Autorce udało się osiągnąć znacznie więcej, niż tylko naszkicować suchy opis pracy w gazecie ukazującej się w stolicy kraju-Sanie.

Podsumowując, to bardzo dobra książka dla każdego, ale polecam szczególnie dziennikarzom, bo być może odnajdą w tej historii część siebie, zakończę zabawnym fragmentem z książki:

Do roboty! Najpierw oddała mi swój tekst Nur, po niej skończył Dżabr, a później była Radia. Wkrótce wszyscy mężczyźni mieli policzki napchane masłem orzechowym, a ręce kobiet znikały bez przerwy pod nikabami.

Katarzyna Irzeńska