Jacy są Gruzini?


Byłam w Gruzji tylko dwa tygodnie. Choć to nie za długo to wystarczyło by dokonać pewnych obserwacji. Gruzini to bardzo towarzyski naród. Oprócz tego, że praktycznie każda spotkana na naszej drodze osoba była dla nas bardzo życzliwa, to chcę bardzo podkreślić to, że oni mają totalnie inny styl bycia niż ludzie chociażby w Europie. Ludzie w Gruzji są zazwyczaj uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do innych. 

Po powrocie do domu z Gruzji czułam się dziwnie. Nie potrafiłam dojść do siebie emocjonalnie. Ilość pięknych widoków i cała masa spotkanych po drodze naprawdę fajnych ludzi oraz ich zachowanie spowodowało, że pewnego dnia po powrocie się po prostu rozryczałam we własnych czterech kątach. W Polsce nikt nie zapyta się ciebie czy ci pomóc, bo zatrzymałeś się na 3 sekundy z mapą i nie wiesz co dalej. To zazwyczaj ty pytasz pierwszy. Gdy zaś zasiadasz u obcych do stołu to dzielą się owszem z tobą tym co mają, ale Gruzini dzielą się dosłownie wszystkim co mają i jesteś traktowany jak nowy członek rodziny – nawet jak zostajesz u kogoś przejazdem tylko na 3 dni. Nikt w Polsce nigdy nie zatrzymał się obok mnie bezinteresownie i nie zapytał czy mnie gdzieś podrzucić. Nie chodzi mi tu teraz o rzucanie porównań między Polakami a Gruzinami, jednakże to, że się rozryczałam było dla mnie dowodem na doświadczenie najzwyklejszej prawdziwości drugiego człowieka.

Każda gospodyni w Gruzji to twoja tymczasowa mama 

Z Natalią spałyśmy zazwyczaj u rodzin, może ze dwa razy byłyśmy w hostelu. Jednakże nawet w tych hostelach było jak w domu. U rodzin zaś nie obyło się bez wielogodzinnych rozmów o życiu, codzienności i poglądach. Każda, podkreślę KAŻDA gospodyni u jakiej byłyśmy zawsze rano pytała nas gdzie idziemy, życzyła miłego dnia, wykarmiła pysznym śniadaniem i zawsze się martwiła abyśmy bezpiecznie wróciły na nocleg. Nie wspomnę już o ilości czułych słów i gestów. W Sighnaghi nasza mama tuliła nas codziennie, a tata przychodził i pytał czy czegoś nam potrzeba. Raz euforii zapomniałam plecaka z marszrutki – niby nie było w nim pieniędzy czy dokumentów, ale był aparat i ważne dla mnie rzeczy. Tata gospodarz tak się przejął, że w trybie natychmiastowym wykonał kilka telefonów i plecak w stanie nienaruszonym znalazł się u mnie po 15 minutach.

20161008_100247.jpg

Czy ufać kierowcy?

Nie zliczę ile razy, ale było tego sporo – gdy kierowcy bezinteresownie wydzwaniali do siebie by nam pomóc. Jak jeden nie mógł odebrać, to nagle znaleźli drugiego. Zawsze bałam się, że pewnie zbankrutujemy na tych ustawkach a oni po prostu nam to wszystko od tak załatwiali, kasując normalne ceny i nie oczekując nic w zamian. W momencie gdy dawałam kierowcom notesiki z Lewandowskim czy Milikiem na okładce to byłam już przez nich kochana. Gruzini uwielbiają takie właśnie małe pamiątki z Polski. Jeden Pan był tak szczęśliwy, że chciał z nami całą sesję i z tymi notesikami.

Bywało, że idąc ulicą obcy ludzie się zatrzymywali z pytaniem o podwózkę. Nie korzystałyśmy z tych propozycji, trochę obawiając się o bezpieczeństwo. Gdy tych pytań było kilkanaście codziennie, a raz zapytał się nas o wsparcie samochodowe kierownik budowy w drodze na lodowiec to zrozumiałam, że oni nie lubią chyba za dużo chodzić i tacy są – że chętnie po prostu podwiozą, bo wtedy da się też pogadać. Koleżanka mieszkająca w Gruzji wyjaśniła, ze owszem szczególnie my kobiety powinnyśmy uważać, ale taki gest zapraszania i proponowania podwózki to norma tutaj.

20161010_144753.jpg

Zdarzało się, że nasi kierowcy gadali jak opętani i przez kilka godzin trasy gęby nam się po prostu nie zamykały. Bywali też kierowcy romantycy. Puszczali sentymentalną muzykę, nucili coś pod nosem i wystarczyło kilka spojrzeń by nawiązać nić porozumienia. Był taki jeden kierowca, który wiózł nas na Dawit Garedżę. Prawie nic nie mówił po angielsku. Gdy jednak trzeba było o pewnych sprawach pogadać lub coś sobie wyjaśnić, to wystarczyło kilka gestów i spojrzeń. I te jego rozmarzone oczy zapamiętam do końca życia, bo facet miał w sobie taki spokój, że chciało się wsiadać w ten samochód i po prostu z nim jechać. Bez słów czuło się z nim bezpiecznie.

Ludzie na ulicy, w knajpkach, w metrze 

Idziesz ulicą. Każdy się uśmiechnie, pomacha, pozdrowi. ZATRZYMA. Zatrzyma i zapyta co u Ciebie. W metrze mężczyźni ustępowali nam miejsca. Zastanawiałam się czy tak źle wyglądamy z tymi plecakami, może mamy na twarzach zapisane zmęczenie…a oni mówili, siadaj – jesteś kobietą, siadaj. Gdzie proszę ja was w Polsce czy Europie ktoś zejdzie kobiecie argumentując ten gest tym, że zwalnia ci miejsce bo jesteś kobietą. Na targowiskach babuszki były jak twoje osobiste babcie. Oczywiście chciały wszystko sprzedać, ale one traktowały jak swoje wnuki. Zdarzało się, że musiałam kogoś zaczepić by zapytać o drogę. Wiele osób w Gruzji nie mówi po angielsku. Zazwyczaj w takim momencie, ktoś mówi „No english” i idzie dalej. A tu nie! Tu to teatrzyk z machania rąk i rysowania na kartce był. Nie było opcji by nas wypuścili bez wykonania chociażby jakiejkolwiek próby pomocy.

20161012_093308.jpg

W każdym sklepie nie miałam problemu z dogadaniem mimo, że nikt nie rozmawiał po angielsku a ja nie mówię po gruzińsku. Pewnego dnia Natalia źle się czuła. Cały dzień problemy z jej żołądkiem odebrały jej siły w Tbilisi wieczorem. Padła, a ja miałam zadanie nakarmić ją czymś lekkostrawnym. Byłam bardzo zmęczona tym dniem bo upał dawał się we znaki, a zjadła mnie stres bo z Natalią nie było za dobrze. Cały dzień rewolucji żołądkowych odbił się na mojej psychice w obawie czy dziewczyna z tego wyjdzie. Byłam wykończona. Ostatkiem sił weszłam do sklepu spożywczego, gdzie dostanie sucharków czy płatków ryżowych graniczyło z cudem. Na twarzy miałam wypisane zmęczenie i rozpacz. W google translator wpisałam „koleżanka, chora, dieta” po gruzińsku…nie musiałam nic więcej mówić, bo to, że byłam przejęta i to że Natala musiała dostać jedzenie w tempie expresss miałam wypisane na twarzy. Do tego sklepu weszłam zrezygnowana, bo był to chyba 10 sklep, gdzie wcześniej w żadnym nie było tego typu asortymentu. Panie pobiegły do sklepowych półek, wyciągnęły wszystko co miały dietetycznego i pocieszały, że coś znajdę i koleżanka wyzdrowieje. Płacę. Słyszę, że nie mają wydać. A ja muszę lecieć do Natalii z tym jedzeniem bo mi padnie. Nagle facet za mną mówi, że mi rozmieni kasę. I czy może mi jeszcze jakoś pomóc, klepie mnie po ramieniu bo widział, że byłam roztrzęsiona, że będzie dobrze. Pyta czy potrzeba jest pojechania do szpitala lub czy może inaczej jeszcze pomóc, ma samochód i jak coś mam tylko powiedzieć. Podziękowałam grzecznie za rozmienione pieniądze i powiedziałam, że sobie poradzimy. Wychodząc ze sklepu o mało się nie rozpłakałam, bo znów w tak trudnym dniu obcy ludzie już teraz nagle chcieli nam bezinteresownie pomóc.

Gruzini dla Polaków kontra reszta świata …

Mam wrażenie, że nas lubią bardziej. Bardzo często jak słyszeli, że jesteśmy z Polski albo mówimy po Polsku to byli jeszcze bardziej serdeczni. Często padały z ich ust hasła: Kaczyński, Jan Paweł II … i powiem wam, że to było bardzo fajne doświadczenie. te ich reakcje na nas. Dla pozostałych cudzoziemców też byli mili, ale mam wrażenie, że przed nami częściej otwierały się pewne furtki …

20161014_151240.jpg

Obyczaje i zwyczaje w Gruzji 

Ta ich serdeczność i rodzinna atmosfera nie bierze się znikąd. Gruzini są bardzo związani ze swoimi bliskimi. Wspólnie siadają do stołu i dyskutują do późnej nocy, wznosząc co chwilę jakieś toasty. Zawsze winem, nigdy piwem bo nie wypada i to niegrzeczne. Gdy przyjrzycie się gospodyniom w kuchni to zobaczycie, że wszystko robią razem – wszystko musi być zrobione po domowemu i ma smakować najbliższym. Mężczyźni pilnują domu i pełnią rolę opiekunów domu. Majsterkują, naprawiają i krzątają się po kuchni, ale częściej z gośćmi. Dzieci odrabiają szkołę przy tym samym stole gdzie się jada. A jeść muszą wszyscy razem. Ciekawość dzieciaków była zawsze wielka. Zaglądały nam do pokoju, podpatrywały nas rano przy śniadaniu, czy ukradkiem chowały się po korytarzach by głośno się zaśmiać i nas zaczepić.

Gdziekolwiek się po Gruzji nie przejdziesz, gdziekolwiek będziesz to spotkasz na swojej drodze raczej dobrych ludzi. Wiadomo, wszędzie musimy mieć oczy dookoła głowy, ale tu w Gruzji czułam się naprawdę bezpiecznie. Ludzie mają tu ogromny dystans do wszystkiego, nie patrzą na zegarek – często się spóźniają ale taka ich mentalność. Nie warto zawsze wierzyć, że Gruzin przyjdzie na 8.00 jak się umówicie. Przecież po drodze zgada go kolega, musi coś zawieźć do ciotki i poklepać krowę po zadku. A na koniec musi sobie zapalić papierosa i zagadać połowę sąsiadów po drodze.

Wspomnienia międzyludzkie z Gruzji wspominam jako jedne z ciekawszych podróżniczych doznań. Tęsknię za tymi ludźmi, za ich luzem i sposobem bycia, za ich domami, zapachem przypraw i ciekawskimi dzieciakami … 🙂

4 thoughts on “Jacy są Gruzini?

Add yours

  1. Będąc w Czarnogórze również spotkałam się z ogromną serdecznością mieszkańców w stosunku do nas Polaków. Uśmiechnięci, serdecznie pozdrawiają, wiele razy usłyszałam, że jesteśmy ich „brackim” narodem. To bardzo miłe i szkoda, że w naszym kraju tak rzadko spotykane. Pozdrawiam

  2. Aż serce rośnie, kiedy wiesz, że na świecie jest jeszcze taki naród, który życzliwość i przyjacielskość taktuje jak coś zupełnie naturalnego. Szkoda, że wszędzie indziej jest zupełnie na odwrót.

  3. Bardzo interesujący wpis. W Gruzji jeszcze nie byłam, ale jest na mojej liście. W Maroku podobna gościnność i serdeczność. Takie rzeczy sprawiają, że człowiekowi chce się wracać w tamte strony!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: