fot. archiwum prywatne Roberta Celińskiego

Ma 42 lata. Biega od 1989 roku. Pochodzi z Trzebieszowa (okolice Łukowa). W swojej okolicy ma dużo lasów, po których uwielbiał biegać. Jak sam wspomina „to kraina mlekiem i kiedyś miodem płynąca”. Gdy był mały ganiał po ulach, bo w każdym gospodarstwie zajmowano się pszczołami. Nie przejmował się ukąszeniami zbierając z dzieciakami z okolicy miód. Obecnie mieszka w Warszawie i tu trenuje. Dodatkowo jako trener personalny trenuje amatorów biegania i przygotowuje ich do maratonów. Oprócz tego jest także trenerem indywidualnym dla grup firmowych grup biegowych.

Katarzyna Irzeńska: Poznając Cię na Kalejdoskopie Podróżniczym w Rzeszowie byłam pod ogromnym wrażeniem tego co robisz. Skąd wziął się pomysł by biegać po Himalajach właśnie?

Robert Celiński: Pomysł zrodził się w 2004 roku na jednym z biegów pod Warszawą, rozmawialiśmy o ważnych biegach na Świecie – trudnych i ciekawych zarazem, mój kolega Boguś  Barewski wyszedł z propozycją, że jest bieg w Himalajach i można go wygrać, a lokalni nie mają zapewne doświadczenia. Rzeczywistość okazała się całkowicie inna i wręcz bolesna. Następnego roku ruszyliśmy w Himalaje, które od pierwszego wejrzenia mnie urzekły i w tym stanie trwam do dzisiaj. W górach wysokich nie poczuję tego samego co w mieście. Stadion czy ulica nie jest w ogóle porównywalny do walorów przyrodniczych jakie dają Himalaje.

KI: Trzykrotnie brałeś udział w Tenzing Hillary Everest Marathon. Powiedz w skrócie jakie towarzyszyły Ci wtedy emocje?

RC: Na pewno podczas takiego maratonu w głowie roi się wiele różnych emocji. Fascynacja górami, niepowtarzalność, klimat i inna kultura wpływają na to jak odbieram taki bieg. Mam wrażenie, że czas się wtedy zatrzymuje. Moje życie toczy się przecież w Europie, a ja nagle wyrywam się z siodła codzienności w całkiem inną rzeczywistość. Koncentruję się wtedy w 100 % na przygotowaniach, ale oprócz treningów dużą uwagę zwracam na kulturę i okoliczności przyrody. Przyznam, że taki wyjazd ma na pewno aspekt wyprawowy. Co ciekawe uwielbiam poznawać nowych ludzi i spędzać tam z nimi czas poznając ich codzienne życie. Dla nich nie raz to, że biegam jest pewnego rodzaju abstrakcją – wtedy mam okazję wykazać się, że przecież da się!

KI: W bieganiu bywają lepsze i gorsze momenty. Miałeś kiedyś chwile zwątpienia?

RC: Całe mnóstwo, takie chwile „biegną za Tobą” siadając Ci na barki. To okropnie denerwuje i dekoncentruje. Staram się jednak nie poddawać. Instynktownie walczę z mentalnym wykończeniem i bałaganem w głowie, cały czas powtarzając sobie, by się nie poddawać.

KI: O czym marzysz?

RC: O starcie na IO w Rio, Maratonie Piasków na Saharze, a także by kiedyś wbiec na Everest oraz na inny ośmiotysięcznik. Chciałbym także przebiec z teamem rajd Paryż-Dakar. Marzy mi się także Bajkał Maraton i kilka innych biegów w charakterze ultra. Chcę także napisać książkę. Do wszystkiego jednak potrzebuję przede wszystkim zdrowia. Mentalnie cały czas czuję wiatr w żaglach. Po drodze zazwyczaj spotykam wielu dobrych ludzi. Dodatkowo ważne jest dla mnie to bym ja sam i moja rodzina była zadowolona. By dobro panowało wszędzie i by Pan Bóg cały czas czuwał nade mną.

fot. archiwum prywatne Roberta Celińskiego

KI: Czy myślałeś kiedyś o wspinaczce w górach wysokich?

RC: Tak. Na pewno przyda się moje dotychczasowe doświadczenie w ramach próby wejścia na ośmiotysięcznik. Chciałbym brać udział w wyprawach na wejścia ośmiotysięczne, szczególnie zależałoby mi na profesjonalnym teamie bym mógł uczyć się od najlepszych.

KI: Dziękuję za rozmowę i mocno trzymam kciuki za Twoje dalsze sukcesy. Powodzenia i do zobaczenia, gdzieś po drodze.

RC: Dzięki i do zobaczenia!

Roberta wspierają: Lotto Extreme, 4F , Adidas , Poleenergia, Smile Design Clinic, Fundacja im. Jerzego Kukuczki oraz Fundacja Cegiełkowo.

Zapraszam także na stronę na Fecbooku Projekt Himalaje

fot. archiwum prywatne Roberta Celińskiego