Jeżeli pierwszy raz w życiu słyszysz o stuptutach to zapewne nie masz pojęcia o czym mowa. Też kiedyś nie wiedziałam. W momencie gdy rozpoczęłam jesienno-zimowe wędrowanie po Beskidach to bardzo szybko ten trudny wyraz okazał się być prostym w zrozumieniu. To inaczej ochraniacze przeciwśnieżne.

Służą także pomocą podczas wędrówek w deszczu, gdzie bardzo często konsekwencją opadów jest pojawienie się błota. A z błotem nie ma żartów, można sobie naprawdę porządnie ubrudzić spodnie. Zadaniem stuptutów jest by zatrzymać zarówno śnieg jak i błoto tak by po pierwsze nie dostało się do buta, a po drugie nie pobrudziło nam spodni. Trzecią zaletą stuptutów jest to, że pełnią funkcję ocieplaczy. Zakładanie ich zimą na spodnie trekkingowe daje dodatkową termoaktywną ochronę naszym nogom od kolana w dół.

Nazwa wywodzi się z języka francuskiego, gdzie stop tout – oznacza „zatrzymaj wszystko”. Stuptuty idealnie nadają się do chodzenia po trudnym terenie, gdzie jest dużo śniegu czy błota. Ochraniacze są zbudowane z takiego materiału by nie przemakać, a ich zewnętrzna część jest odporna na zabrudzenia. Stuptuty zapisane są na zamek błyskawiczny. Posiadają specjalne gumki/rzepy/paski przebiegające przez podeszwę zakrywając po założeniu dzięki temu kostkę. Całość powinna sięgać kolan. Ważne by wybrać sobie odpowiedni rozmiar stuptuta. Oprócz ochrony przez deszczem, śniegiem i błotem spełniają także funkcję ochrony przez wpadaniem do butów małych kamyczków.

Jeżeli chcesz się powoli przygotowywać do sezonu jesienno-zimowego to pomyśl o stuptutach. Muszę przyznać, że szczególnie zimą nie ma mowy bym wyszła bez nich w góry! Do zobaczenia na szlaku!