Biorę książkę do ręki. O żeglowaniu nie mam bladego pojęcia. Zaczynam czytać i zastanawiam się cóż tak fascynującego jest w wodzie, której tak panicznie czasem się boję? Czytam i sama sobie nie wierzę. Nie robię przerw, ciągle chcę więcej, zaczynam swoją przygodę z morzem. Czuję emocje, napięcie i stres. A to wszystko za sprawą chłopaków z Gliwic, czyli naszych!

Jestem ze śląska, dlatego jak czytam, że ktoś z mojej śląskiej ziemi dokonał czegoś wielkiego, to czytam z dumą i głową uniesioną do góry. Wspaniale, że są jeszcze tacy ludzie na świecie, którzy mają pasję. Tworzą coś, planują i dążą co celu za wszelką cenę. „Stary” to symbol ekipy, która wpisała się na stałe już w jego historię. To podnoszące adrenalinę działania, pełne emocji i strachu o załogę sytuacje. Grupa na morzu tworzy ekipę, zależną całkowicie tylko od siebie. Spędzą ze sobą wiele dni, będą mieli się nie raz dość, będą musieli znosić się nawzajem mimo przeciwności losu, będą też mogli na siebie liczyć w każdej chwili.

Opłynięcie obu Ameryk to dla mnie niesamowity wyczyn. Miał być tylko (aż) Horn, skończyło się na dwóch kontynentach. Są tak młodzi, niektórzy powiedzieliby, że przecież jeszcze niewystarczająco dojrzali. Jednak oni wiedzą lepiej, mają marzenia. Ich wiedza na temat żeglowania mnie wręcz przeraża, takie młode osoby wiedzą tyle co nie „jeden stary wyga” na morzu. Są profesjonalni, ale także są przerażeni, nie wiedzą co ich czeka.

Ich rejs i wokoło Ameryki Południowej a także Północnej to szkoła życia. To nauka emocji, relacji i zachowań międzyludzkich na nowo. To test z wytrzymałości, nie tylko fizycznej, a głównie psychicznej. To nagłe zmiany temperatur, ekstremalne sytuacje, braki jedzenia i ropy, tęsknota za bliskimi i satysfakcja z tego, czego się dokonało. Książka uświadomiła mnie, że jeżeli czegoś się bardzo chce, to można to osiągnąć, nawet zaczynając od zera. Dla niektórych wyczynem jest przejazd z miasta do miasta, oni popłynęli daleko, tak po prostu, bo to była ich chwila, ta jedna jedyna, najważniejsza.

Pełna emocji i wzruszeń, a także pięknych fotografii książka. Dodatkiem jest film, który należy koniecznie po przeczytaniu zobaczyć, stanowi on uzupełnienie całości. Tak bardzo się cieszę, że przeżyłam oba rejsy mentalnie, każdą emocję, każdą chwilę, każde słowo. Dumie będę mówiła o chłopakach z Gliwic, żeglarzach, mistrzach morza. Bo warto!

Katarzyna Irzeńska