Alkohol to cichy morderca. Wkrada się do krwiobiegu małymi krokami, najpierw jest fajnie… Masz całe swoje życie na dłoni i jest niezła zabawa. Potem popadasz w rutynę, która okazuje się Twoim osobistym dnem. Jesteś co prawda Panem swego świata, ale marnie nim rządzisz. To pierwsze myśli po filmie, które błąkały się po mojej głowie.

Wyniszczenie

Zagubienie

Ciężka choroba

Obrzydzenie

Koniec

To tylko kilka słów przybliżających brutalny scenariusz. Zacznę od tego, że to bardzo dobrze zrobiony film. Nie czytałam książki, ale każda scena jest tu dokładnie przemyślana. Nagle  problem alkoholizmu, w jakiś sposób zaczyna Cię dotykać. Masz przed oczami alkoholików, którzy są z Tobą powiązani.

Na uwagę zasługuje nie tylko świetna gra aktorska Roberta Więckiewicza, ale pozostałych aktorów jak Kinga Preis, Marcin Dorociński, Andrzej Grabowski, Arkadiusz Jakubik, Izabela Kuna, Iwona Bielska czy Iwona Wczołkówna.

Jest w filmie kilka scen, które budzą naprzemiennie obrzydzenie, strach, niepewność i smutek. W scenach mamy do czynienia z brutalnym seksem, wymiocinami, biciem, katowaniem, wulgaryzmem, chorobami psychicznymi. Alkoholik jest uwięziony w własnym ciele. Ciągle powraca do punktu wyjścia, co świetnie pokazuje Robert Więckiewicz, grający „główną” rolę. Tak naprawdę, w filmie każdy aktor gra główną rolę. Każda historia jest w nim istotna. Każdy może zostać alkoholikiem. Choroba naprawdę może zacząć się od „jednego” kieliszka.

Smarzowski, który tworzy różne portrety psychologiczne bohaterów skupia uwagę na odmienności. Możesz pić i się zachlać będąc samotnikiem, gadułą, imprezowiczem, księgową, pracownikiem ośrodka uzależnień czy uczennicą. Możesz zacząć nowy dzień jak zwykle i skończyć jako nikt. Ten stan będzie trwał, staniesz się sam dla siebie potworem.

W filmie bardzo ujęła mnie bezpośredniość. Sytuacje były ukazane w sposób brutalny ale niestety rzeczywisty. Jeżeli dany bohater miał trudne życie, to pod tym pojęciem kryło się nieustanne – przepraszam za szczerość  – rzyganie, babranie się w własnych odchodach, chlanie do upadłego, gwałcenie, bicie, katowanie.

Pijąc stajesz się innym człowiekiem. A gdzie czas na miłość ? Bliskich? Najsmutniejsze jest to, że kobiety jak na złość, kochają alkoholików jakby podwójną siłą. Wybaczają i wracają. Znoszą wszystkie ich wybryki. W filmie Smarzowski bardzo dobrze pokazuje jak trudna w tym wszystkim jest miłość oraz z jaką łatwością można mówić o kochaniu.

Film tworzą czasem wręcz dziwne sceny. Urywki, schizodeliczne wątki powiązane z sobą, ale zarazem jakby wyrwane z kontekstu. To takie zdania bez kropek. Film nie jest lekki. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Do tej pory jestem nim poruszona i zachwycona grą aktorską. Ukłony dla Smarzowskiego i aktorów.

Katarzyna Irzeńska