Ostatnimi czasy byłam wypompowana z energii. Nie chciało mi się nic, na szczęście karnet na siłownię zmuszał mnie do regularnych odwiedzin tego miejsca. Często trening kończył się szablonowym odbębnieniem bieżni, orbitreka i kilku ćwiczeń siłowych.

I co dalej ?

fot. Grzegorz Gawlik

Dalej uznałam, że bez sensu jest się tak obijać. Zima i długie wieczory wpłynęły na mnie jakoś przytłaczająco. Nic mi się nie chciało, choć i tak, byłam bardzo aktywna w porównaniu do innych. Mimo to, warto do poprawy kondycji fizycznej podejść z głową i co najważniejsze, ćwiczenia mają sprawić przyjemność.

Odpowiedni moment na podjęcie wyzwania

Pewnego razu wybierając się do Segietu z kolegą śmialiśmy się, że to miejsce zmieni moje życie, gdy tylko wspominaliśmy o Segiecie (bo co dziwne, nie byłam tam wcześniej, a mam Segiet pod nosem dosłownie) – napadał nas atak śmiechu.

Wiedziałam, że Grzesiu nie zaprosi mnie na spacer po płaskim podłożu, a będą urozmaicenia. Mając nie do końca dobre buty – nie mając innych odpowiednich – poszłam, przełamałam kilka barier w mojej psychice i od tego dnia, możecie się śmiać, ale naprawdę się odmieniło w mojej głowie.

fot. Katarzyna Irzeńska

fot. Grzegorz Gawlik

Niby lekkie wzniesienia, śliska nawierzchnia, piasek i kilka wzniesień pod górę – to nic wielkiego. Można wielce filozofować na temat kondycji, ale o jej stanie można stwierdzić w momencie, gdy wyjdzie się z domu i sprawdzi samego siebie. Nie ważne, czy będzie to spacer, bieg, wyjście w góry czy do lasu. Ważne, by sprawdzić swoje możliwości, pokonać to co wydawałoby się nie do pokonania. Ile my mamy w sobie barier, które warto prostymi zabiegami usuwać. Tego nie mogę, tam nie wejdę, tu nie dam rady. Często słyszymy takie słowa u osób, które mają mało wiary w siebie.

fot. Katarzyna Irzeńska

fot. Grzegorz Gawlik

fot. Grzegorz Gawlik

Wycieczka po Segiecie była nie tylko doznaniem wizualnym, miejsce jest cudowne i paradoksalnie jest tak blisko. Dolomity, rezerwat przyrody Segiet a także okolice są dobrym miejscem dla rowerzystów, osób przygotowujących się do wyjścia w góry po długiej przerwie, czy spacerowiczów.

Od dnia wycieczki zrozumiałam, że moja kondycja jest nijaka. Niby mam chęci, siłę i pokonałam wiele barier, to fizycznie muszę nad sobą popracować. Czułam, że szybko się męczę, że drżą mi mięśnie, że po co iść dalej, lepiej zostać niżej, niż wysilać się na kilka kroków wyżej, etc…

fot. Katarzyna Irzeńska, Dolomity

fot. Katarzyna Irzeńska, Hałda popłuczkowa

Od tamtego dnia, prawie codziennie mam do czynienia z aktywnością fizyczną. Trzeba do tego dojrzeć, musi wiele myśli przejść przez głowę i trzeba chcieć coś ze sobą zrobić.

Zwiedzanie bez zadyszki – czyli jak mając nadwagę warto się przygotować do dłuższego chodzenia

To, że mam nadwagę każdy widzi. To, że publicznie o tym piszę można uznać, za krok w przód, bo nie każdemu przyjdzie taki fakt oznajmić z łatwością. To, że cudów nie ma, a nad kondycją musimy popracować sami każdy wie.

Zaczęłam od poprawy treningu na siłowni. Skupiam się teraz na treningu cardio, czyli angażuję się najbardziej w marsz i bieg na bieżni, orbitreku. Wspomagam mięśnie górnych partii ćwiczeniami siłowymi, z niewielkim obciążeniem. Zaczęłam ćwiczenia na wiośle mając nadzieję, na poprawę kondycji. Dodam, że staram się na treningu także z hantlami porozciągać i jak mam ochotę uczęszczam na zajęcia fitness: Fat Burning, Zumbę lub Step.

fot. FitnessPoint

Na urządzeniach typu cardio staram się nie dobić na początek. Dla osób zaczynających ćwiczenia na siłowni, zalecam start od małych kroków, przyśpieszając tempa wraz z poprawą kondycji w czasie. Łatwo można się zrazić. Ja obrałam sobie taką metodę jak w opisie poniżej.

Trening cardio i wzmacniający na poprawę kondycji: 

– marsz na bieżni = 20 min (5 km/h)

– 50 brzuszków (mam do tego świetne urządzenie na siłowni, ale polecam każdy rodzaj wykonania tego ćwiczenia)

– urządzenia siłowe wzmacniające mięśnie rąk = 10 min

– wiosło = 10 min

– orbitrek = 20 min

Co najmniej 3 x w tygodniu taki trening należy wykonać by zobaczyć efekty.

fot. FitnessPoint

Przeplatanie ćwiczeń rozciąganiem i innymi aktywnościami poprawi kondycję i nie będzie monotonne, ja staram się zawsze wymyślać sobie jakieś nowe ćwiczenia. Wraz z czasem zwiększam także intensywność ćwiczeń. Nie sztuką jest tkwić 2 h na siłowni, sztuką jest je dobrze wykorzystać i się nie wykończyć i nie zniechęcić. Osobom z nadwagą będzie ciężej, gorzej, trudniej, etc… Trzeba z tym walczyć, nie poddawać się i wierzyć w swój sukces.

Całodniowe wycieczki = chodzenie, chodzenie, chodzenie

Moim hobby są podróże, jak część z Was wie. Zrobiłam kurs pilota wycieczki i także w taki sposób staram się uprawiać turystykę, mając możliwość pokazywania innym ciekawych miejsc i będą panią pilot, która musi dużo wiedzieć, być asertywną i wytrwałą. Niebawem czeka mnie kilka ciekawych wyjazdów, chociażby Włochy czy Wiedeń. Warto przed wyjazdem na wycieczkę zadbać o swoją kondycję fizyczną. Cały dzień na nogach nie musi kończyć się marudzeniem i zniechęceniem. Ja postanowiłam rozruszać się chodząc. Maszeruję po moim mieście – jak na razie – i w ten sposób można także bardzo dobrze zadbać o swoją kondycję i przygotować się przed wyjazdem. Często mi się nie chce, jestem zmęczona lub brak mi sił. Wtedy przypominam sobie o wyzwaniu, jakie sama sobie wyznaczyłam. Moim celem jest poprawa kondycji, a także zrzucenie na wadze. Marudzenie odkładam na bok – bo tak naprawdę to tylko kwestia mojej psychiki – ubieram buty i idę.

20140504_124006

fot. Katarzyna Irzeńska

Zainstalowałam w telefonie aplikację – Endomono – która mierzy mi czas, prędkość z jaką idę, podsumowuje trasę a także pokazuje ile trasy przeszłam pod górę a ile w dół.  Swoje treningi staram się przeplatać bieganiem, które opornie mi idzie, ale zaciskam zęby i biegam.

fot. Endomondo

W Piekarach mamy bieżnię, którą polecam wszystkim mieszkańcom. Jest o wiele praktyczniejsza, niż wysiadywanie godzinami przez TV. Mam na niej swój plan treningowy i na nikogo kto biega nie zwracam uwagi, nie dołuję się, że pani obok przebiegła piętnaste koło a ja przy trzecim ledwo żyję.

20140504_135633

fot. Katarzyna Irzeńska, bieżnia w Piekarach Śląskich

Mam świadomość słabej kondycji, nad którą pracuję, dlatego trzy-czwarte koła biegnę, a jedną-czwartą maszeruję. I tak przez 45 min, zwiększając wraz z upływem tygodni czas. Na początku wszystko jest straszne, nogi bolą, zakwasy mimo siłowni się odzywają bo nagle używamy mięśni znów innych niż ostatnio.

Po kilku dniach zaczyna się czuć potrzebę wykonywania ćwiczeń fizycznych. Staram się codziennie coś robić. Nie muszę od razu biegać na maratonach, ani podbijać swymi umiejętnościami siłowni. Czasem początek czegoś wielkiego, zaczyna się od podstaw. Trzymajcie kciuki!

Katarzyna Irzeńska