Pewnego dnia będąc w Cascais zrezygnowałam z plażowania na rzecz walki byków. Będąc w październiku w Portugalii wiedziałam wraz z koleżanką, że w tym czasie odbywają się właśnie tourady, czyli portugalskie walki byków.

Walki byków okazało się, że odbywają się w miejscowości Vila Franca de Xira. Oznacza to dłuższą podróż, bo musimy się dostać za Lizbonę, ale czego się nie robi dla tych emocji, które towarzyszą podczas walk byków. Gdy już dotarłyśmy do mieściny, na pierwszy rzut oka nic wielkiego się nie działo. Przygotowywana była arena do pokazu, gdy nagle skręcając w jedną z uliczek zobaczyłyśmy, że część z nich jest powoli zamykana. Idąc taką „przygotowaną” uliczką pod nogami masz pełno piachu – chyba dla amortyzacji upadków byka lub człowieka.

Walki byków różnią się od tych z Hiszpanii, że na szczęście w Portugalii nie zabija się zwierzęcia. Całe to przedstawienie trwające nie raz tydzień jest wielką atrakcją dla mieszkańców. Oni to tratują jak święto narodowe. Ku naszemu zaskoczeniu na arenie, tylko my byłyśmy nieportugalskie. Cała reszta ludzi to zniecierpliwieni Portugalczycy czekający na widowisko.

Walki byków przyciągają przede wszystkim młodych mężczyzn, ale nie tylko. Spotkacie na wydarzeniu matki karmiące dzieci, starsze panie, eleganckich panów i dzieci. Całe gromady rodzin z dziećmi. No i wyobraźcie sobie wśród tej całej portugalskiej rodziny nas.

To nie wszystko. Na arenie, gdzie zaraz będzie biegał wściekły byk jest kilku panów. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie to, że robili sobie grilla. Oczywiście nie raz już byk miał ochotę całe to towarzystwo rozproszyć, dlatego grill jest podwieszany, a panowie mają specjalne słupy z linami do podciągania się.

Gdy cała ceremonia się już zaczyna, nagle orientuję się, że na widowni, poza nią i w środku areny jest mnóstwo ludzi. Za chwilę wypuszczają byki, a tu pełno ludzi sobie gawędzi. Otóż mężczyźni, mają za zadanie złapać byka za rogi. Śmiałków jest bardzo wielu, śmiem powiedzieć, że nawet kilkudziesięciu. I rozwścieczają byka, po czym próbują złapać go za rogi, przeskakują przez niego lub po prostu uciekają. Nie zdawałam sobie sprawy, że Portugalczycy są tak skoczni, elastyczni i szybcy.

Scena jest komiczna a zarazem dramatyczna gdy prosto w ludzi biegnie byk, a Ty zastanawiasz się czy zdążą uciec. Nie raz byk trafia w drewniane barierki, które nie są nadzwyczajnie stabilne lub tłum uciekających ludzi. Wspomniany grill od teraz jest także w ruchu, a byk nie raz celuje prosto w właścicieli smażonego karczku czy kiełbasy.

Następnie byk zaganiany jest na ulicę, gdzie kolejne tłumy go drażnią. I tak biega, zaczepia ludzi, atakuje ich, a oni na zmianę gaworzą między sobą lub uciekają przed bykiem. Widziałam różne sceny, nawet takie gdy mężczyźni na środku ulicy sobie rozmawiali, pod pachą dziecko i tak stoją jakby nigdy nic. Po 3 min biegnie byk, dziecko znika w rekach matki w tłumie, ojciec biegnie prosto na byka, reszta także próbuje go „dopaść”. Po chwili byka już nie ma, a oni wracają do … rozmowy !

Gdy zbliża się czas powrotu, nasza droga okazuje się być drogą z gratisową dawką adrenaliny. Aby dostać się na dworzec kolejowy, musimy kilkakrotnie przebiec po „zamkniętej” ulicy, gdzie ganiają wściekłe byki. Chwilami tam są i znikają na jakiś czas, by znów się pojawić. W całym tym cyrku doświadczyłyśmy ucieczki przed bykiem, którego 30 sekund temu nie było jeszcze przed nami. Kilka razy musiałyśmy czekać aż łaskawe zwierze sobie pójdzie, byśmy mogły całe przebiec na drugą stronę.

Dzień był pełen emocji. Jednakże mimo tego całego chaosu, warto doświadczyć tego na żywo. Wspomnienia i wrażenia zostaną do końca życia !