Ida zbiera coraz więcej nagród. Film Pawła Pawlikowskiego wzbudza wiele emocji na tle kontrowersji. Ida Libenstein postanawia zostać zakonnicą. Przed złożeniem ślubów przechodzi pewnego rodzaju „chrzest gotowości”. Jej jedyną krewną jest Wanda Gruz (Agata Kulesza), która jest byłą prokurator. Wanda to żydówka, która w bardzo specyficzny sposób –  małymi krokami, ale z mocnym akcentem ukazuje Idzie jej przeszłość.

Krewna Idy stara się pochłonąć młodą kobietę wiedzą na temat jej rodziny. Wspólnie ruszają w trudną mentalnie podróż, która niesie za sobą wiele smutnych wspomnień. Mają siebie i Wartburga, którym się poruszają. Ida ma poznać losy swoich żydowskich krewnych. Po drodze poznają młodego artystę (Dawid Ogrodnik), ten zaś zauroczy Idę, przyszłą siostrę zakonną. Znawcy mogą doszukiwań się podobieństw w „Pokłosiu”. Forma przekazu jest jednak całkowicie odmienna.

Film opiera się na milczeniu, czarno-biały obraz dodaje dramaturgii. Widz ma wrażenie, że czas się zatrzymał. Bardzo ciekawie zestawiona jest forma rozmów i przebywania ze sobą obu kobiet. Są od siebie tak daleko, a widać jak bardzo się do siebie zbliżyły. Każda z każdej czerpie inspirację.

Film tym bardziej będzie interesujący dla osób, które znają historię żydów w Polsce. Motywy zbrodni i romansu stale przeplatają się przez milczącą fabułę filmu.  Ida wyróżnia się kontrastem. Nie można tego filmu zestawić z kinem współczesnym. Jest po prostu inny. W pełni zasługuje na nagrody i wyróżnienia.