Rio Anaconda to opowieść Wojciecha Cejrowskiego o wyprawie do amazońskiej puszczy. Wybrał się tam w poszukiwaniu indiańskich plemion, które są całkowicie odizolowane od cywilizacji.

Już na samym wstępie książki da się odczuć specyficzne poczucie humoru autora oraz sposób bycia. Przypisy zastąpił w oryginalny sposób przytaczanymi historyjkami, wyjaśniając ten zabieg na samym początku. Nie chciał być jak wszyscy, zatem napisał Rio Anacondę zupełnie po swojemu.

Cejrowski ma talent w opowiadaniu i pisaniu. Podczas czytania płyniesz, chcesz więcej i więcej. Życie Indian w amazońskiej dżungli wcale nie jest proste. Cejrowski z precyzyjną dokładnością nie pozwala nam zapomnieć o szczegółach. Dowiemy się o życiu codziennym Indian, wierzeniach i rytuałach. Dla nas ich zachowania są anormalne, niezwykłe i wręcz magiczne. Cejrowski doświadcza ich codzienności i pozwala nam być jej obserwatorami.

Książka wzbogacona jest o przepiękne fotografie i mądrości. Na wielu stronach znajdziemy z życia wzięte informacje, które zahaczają o codzienność plemion. Nie straszny Cejrowskiemu temat seksu, czarów czy ludzkich uczuć. Cechy jakie ma Wojciech Cejrowski czyli wścibskość, konieczność „pomacania i skosztowania” a także gadulstwo są odczuwalne podczas czytania. Mamy tu 100 % tego Cejrowskiego, który jest w telewizji.

Wszystko musi wywęszyć, dotknąć, sprawdzić. I ważny w jego opisach jest człowiek. Nie szkodzi, że dziki, odcięty od cywilizacji. Obcowanie z plemionami pozwoliło mu na wiele ciekawych odkryć. Choć szanuje ich terytorium i odcięcie od świata.

Na samym wstępie sam pisze:

Było to… Niedawno. Było to w tropikalnej puszczy. Było, no po prostu było, czyli zdarzyło się naprawdę. Tyle musi Wam wystarczyć. Więcej nie powiem, bo nie chcę by ktoś odnalazł to miejsce – niech pozostanie dzikie. Nietknięte jak najdłużej.

Wciągająca, pełna pasjonujących i wręcz magicznych opowieści książka warta uwagi.