Mediolan w 2 dni za niecałe 400 zł


To wpis dla osób, które nie mają zamiaru tylko jeść pizzy i pić kawy siedząc, siedząc, siedząc … Przez skromne dwa dni jest w Mediolanie tyle do zobaczenia, że na siedzenie nie ma czasu.

Trzeba się zebrać w sobie, dobrze to zaplanować i chodzić. Co prawda mamy do dyspozycji metro, ale po co? Wszystko jest obok siebie, korzystniej jest się przejść. Zresztą sami zobaczcie…

Mediolan, dla jednych wielka atrakcja dla innych stracony czas „bo przecież nic tam nie ma”. Jest i to nawet nie zdajecie sobie sprawy jak dużo. Pierwsza wskazówka: Uwaga na przewodniki. Mój merytorycznie był kompetentny, ale informacyjnie w stosunku co do np. bezpłatnych wejść czy cen kompletnie nie, a został wydany w tym samym roku, co zwiedzałam Mediolan czyli 2014.

Lot i transfer

Lot wyniósł nas w sumie 108 zł w dwie strony, lądowanie w Bergamo. Bilety były kupione dla linii Wizzair, pół roku przed wylotem z członkostwem w Discount Club. Bagaż najmniejszy podręczny. Z Bergamo autobusem Terravision za 5 euro dostaniecie się do centrum Mediolanu na dworzec kolejowy.

W podziemiach dworca znajduje się metro, gdzie szybko i tanio dostaniecie się do miejsca docelowego. Koszt biletu jednorazowego na 90 minut to 1,5 euro. Nam opłacało się jedynie jeździć do centrum metrem, a potem wszystko odbywało się już pieszo.

Noclegi 

Można kupić sobie nocleg w Centrum i być stratnym na kilkadziesiąt euro, gdyż ścisłe centrum jest najdroższe. Ja spałam w Ab Guesthouse Milano, koszt noclegu za 1 noc za dwie osoby to 30 euro, czyli jak na Mediolan tanio. Ba, bardzo tanio.

Jak sprawdzałam centrum lub blisko centrum to ceny za pokój zaczynały się od 70 euro. My miałyśmy blisko stację metra, 6 przystanków i byłyśmy w centrum. Jedyny „minus” – pokój był bez okna, ale na dwa dni da się przeżyć.

Dzień 1 w Mediolanie

Katedra Duomo

Wycieczkę zaczynamy od katedry Duomo. Akurat stacja metra ma tą samą nazwę, zatem wysiadasz i jesteś pod katedrą. Wejście do środka jest bezpłatne, musisz tylko przejść przez żandarmerię wojskową, która dosłownie Cię „przetrzepie”. Trzeba pokazać zawartość plecaka, i jak się ma napchane w kieszeniach to pokazać co masz w środku.

Sama katedra robi wrażenie, człowiek czuje się w niej jak „Calineczka”. Wielkie obrazy, ciekawy ołtarz i rzeźby wprawiają w zachwyt. Szokuje kasa fiskalna w środku, ale biznes teraz jest wszędzie, zatem to kolejne miejsce, gdzie niestety interes kwitnie. Atrakcją Duomo jest możliwość zwiedzania dachu. Minusem jest cena bo koszt wejścia to 7 euro, a wjazdu 12 euro.

My weszłyśmy, bo ciekawość była silniejsza. Na dachu jeszcze bardziej niż na dole odczuwa się piękny gotyk. Strzelistość wież i dokładność z jakimi zostały wykonane sprawiają, że czujesz się trochę jak w bajce.

Galleria Vittorio Emanuele

To zbiór najbardziej ekskluzywnych marek w jednym miejscu. Galerię tworzy kilka połączonych ze sobą łuków, cała konstrukcja zakryta jest półokrągłym dachem. Na wystawach widać przepych i bogactwo, ceny zabójcze. Znajdziecie tu wielu turystów, którzy szukają na podłodze byka. Podobno wbicie w jego przyrodzenie stopy i trzykrotny obrót dają szczęście.

Oprócz byka znajdziecie także wykonaną z mozaiki wilczycę. Rozglądając się dostrzeżecie tu takie marki jak: Versace, Prada, Mercedes, Burberry, Dolce & Gabbana czy Gucii, gdzie wypijecie także ekskluzywnie drogą kawę w restauracji.

Teatr La Scala i Gallerie d’Italia

La Scala nie rzuca się w oczy, to skromny beżowy budynek do którego nas nie wpuszczono. Podobno spektakle zaczynają się tu cenowo od 100 euro, ale warto. Nam się nie udało na nic wybrać nie tylko ze względów finansowych, ale także pory. Akurat byłyśmy przed teatrem rano, gdzie nic się nie działo. Próbowałam oczywiście wejść do środka, ale odbywały się tam jakieś przygotowania do wydarzenia i nikogo nie wpuszczali.

Nieopodal La Scali znajduje się Gallerie d’Italia, gdzie można wejść bezpłatnie. Znajdziecie tu ogrom malowideł od średniowiecza po czasy współczesne. Galeria zachowana jest w klimatycznym stylu, sale w zależności od epoki są dostosowane wizualnie do całości. I tak w renesansie skrzypi podłoga a kolory ścian są stonowane, tak w sztuce nowoczesnej spotkamy się z rażącą bielą, gdzie obok można przejść przez korytarz imitujący wizualnie stary dworzec. Ciekawe doświadczenie, malowidła robią ogromne wrażenie i można audio-guide dostać.

Po ok. 2 h zwiedzania odczuwa się lekkie zmęczenie materiału ilością obejrzanych dzieł. My od razu wybrałyśmy opcję: włoska kawa, a że była serwowana na dole, to tym bardziej podobał nam się ten pomysł. Włoskie kawy są według mnie najlepsze na świecie. Od espresso po Latte, jak kto woli. Smak i aromat niepowtarzalne, jak dla mnie raj dla podniebienia. Dodam, że kawa w Mediolanie nie jest aż tak droga, za koszt 2-3 euro kupicie naprawdę pyszną i aromatyczną kawę.

Zamek Sforzów i ogromny park

Idąc dalej dochodzimy do zamku Sforzów. Decydujemy się go jednak nie zwiedzać, natomiast chodzimy po jego dziedzińcach i okolicznym ogromnym parku. Przed zamkiem znajduje się fontanna.

 

Za nami już jakieś 13 km na nogach, wszędzie chodzimy pieszo, zatem trzeba coś zjeść. Wybieramy knajpkę, która oddalona jest o 4 km od miejsca w jakim właśnie jesteśmy, ale że lubimy chodzić to idziemy dalej. Dzięki temu poznałyśmy boczne uliczki Mediolanu, które bardzo różnią się od centrum. Nie są już tak przepełnione bogactwem, znajdziemy tu zwykłe sklepy i wiele restauracji. My jednak upatrzyłyśmy sobie taką, gdzie podają aperetif. Chodzi o to, że kupujesz drinka i masz do dyspozycji cały wieczór szwedzki stół z jedzeniem. Całość to koszt jednego drinka a jesz do woli. Ku naszemu zdziwieniu z niewiadomych powodów pomyliłyśmy adresy i zamiast iść do knajpki gdzie podają aparetif trafiłyśmy do lokalu z najlepszą i bardzo tanią pizzą w mieście. Co prawda ogarnęła nas chwilowa wściekłość, bo pieszo 4 km to jednak coś a nasze drinki z jedzenie były w całkiem innym miejscu, ale jak okazało się, że ta pizza jest najlepsza i w dobrej cenie to nie pozostało nam nic jak jej skosztowanie.

Przyznam, że dawno nie jadłam tak dobrej pizzy. Była ogromna i kosztowała 5 euro, byłyśmy tak głodne i zmęczone, że każda zjadła po jednej. Wracając do domu okazało się, że jesteśmy w dzielnicy, którą budują kanały. Planowałam zwiedzić ją następnego dnia, a tu bezplanowo wyszło dzisiaj i dobrze, bo mimo deszczu szwędanie się tam nocą miało swój urok.

Do przystanku metra był niecały kilometr, takie najedzone idziemy ku stacji, jest już późno zatem trzeba zdążyć by nie zamknęli nam metra a jutro kolejny długi dzień i powrót do domu. Jedziemy więc do hostelu, gdzie opanowujemy jeszcze butelkę wina – bo być we Włoszech i nie degustować ? Degustowałyśmy codziennie 🙂

Dzień 2 w Mediolanie

Dzisiaj poświęciłyśmy się by iść śladami mody. Naczytałam się, że w Mediolanie istnieje coś takiego jak kwadrat mody. To połączone ze sobą cztery ulice, które tworzą ekskluzywne drogie sklepy. Gdy do nich dotarłyśmy faktycznie od razu można było odczuć w powietrzu ekstrawagancję.

Witryny błyszczały od prześlicznych wystaw. W prawie każdym sklepie był obrzydliwie przystojny pan, który otwierał i zamykał za klientami drzwi.

Co sklep to bardziej alternatywna i wymowna wystawa. My w naszych ciuchach czułyśmy się zabawnie, bo mijały nas ikony mody. Szczególnie kobiety były wypachnione, wyczesane i klasycznie ubrane. Były piękne i takie włoskie. Mężczyźni też niczego sobie, szczególnie w średnim wieku charakteryzowali się szykiem i elegancją. Oprócz nas byli także inni turyści, więc ufff… 🙂

W okolicy „kwadratu mody” znajduje się Modern Art Gallery, gdzie odczuwałam konieczność by iść. Opłacało się wydać 5 euro. Galerię tworzą liczne obrazy, rzeźby i ekspozycje. W okolicy znajduje się ogromny park, zachowany w stylu angielskim, do którego wybrałyśmy się na spacer.

Spotkałyśmy wiele ludzi z psami, a także młodych ludzi, robiących sobie sesje zdjęciowe. Na koniec wróciłyśmy w okolice katedry Duomo, zapadł zmrok i ulica nabrała wielu kolorowych światełek. Na ulicy roiło się od ludzi, którzy wpadli w szał zakupów w markowych sklepach.

My się im przyglądałyśmy jedząc kasztany. Potem trzeba było iść na metro, dworzec główny, transport na lotnisko do Bergamo i … do domu ….

Koszt lotu, transportu, wyżywienia, noclegów, wejść wstępu wyniósł w przeliczeniu na PLN niecałe 400 zł. Jak się dobrze zaplanuje to się da. Zabrałyśmy ze sobą trochę jedzenia z Polski. Jak na duże drogie europejskie miasto, wydałyśmy na całość naprawdę bardzo mało.

8 thoughts on “Mediolan w 2 dni za niecałe 400 zł

Add yours

  1. Witam
    W drugi dzień lepiej było się kierować w stronę uniwersytetu katolickiego, dużo ciekawych rzeczy po drodze i bazylika wzniesiona w… z IV wieku, czyli Piazza Sant’Ambrogio, coś pięknego 🙂
    Do tego warto zobaczyć jeszcze Santa Maria Delle Grazie. O „Ostatniej Wieczerzy” nie wspominam bo to droga sprawa. Ogólnie relacja super:)

  2. wow, a najpiękniejsze jest w tym to, że da się, i z takim budżetem i w tak krótkim czasie. Tak, te tanie przeloty z Polski są zawsze argumentem, żeby szybko wrócić do ojczyzny 😉 P.S. Gratuluję determinacji. Świetny blog.

  3. Z ciekawością czytałam o atrakcjach Mediolanu .Chciałbym pojechać w maju na jeden dzień mieszkając w Niemczech, ale jest jedno zasadnicze pytanie czy może towarzyszyć nam piesek przy wejściu do wszystkich atrakcji.Martwi mnie ze nie…ale poproszę jednak o wasze zdanie Kasia.

    1. Przekopałam notatki ale nie potrafię odszukać adresu pizzerii. Pamiętam jedynie, że schodziło się do niej po kilku schodkach na dół i była oddalona troszkę od centrum. Ahhhh czemu ja tego nie zapisałam wtedy !!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: