Kolejnym punktem na zwiedzanie jest Conwy, miasteczko położone w północnej Walii. W drodze nad jeziora zatrzymujemy się tutaj by chwilę odpocząć i poznać to urokliwe miejsce.

Wszystkie sklepiki, restauracje i puby są maleńkie, uliczki dość wąskie i prawie nie ma ludzi. 

Postanawiamy zrobić sobie spacer po okolicy. Po drodze mijamy podróżnika z Anglii, którego nazwisko wypadło mi z głowy. Nagrywa kolejny odcinek a ja biję się mentalnie po głowie, że zapomniałam nazwiska i do dzisiaj bardzo mnie to boli.

W Conwy znajduje się ogromny zamek, można gop zwiedzać, ale my już jesteśmy tu późnym popołudniem i goni nas czas, bo śpieszymy się nad angielskie jeziora w kierunku północy Anglii. Mijamy wiele domków, których fasada wykonana jest z kamienia. Pierwsze wrażenie – zimno! Wszystkie walijskie miasteczka kojarzą mi się z mroczną mgłą i zimnymi z kamienia domkami, a przecież wcale nie musi w nich być chłodno, ale na to co roi się w mojej głowie już nic nie poradzę.

Wiele oznaczeń jakie mijamy na znakach czy przy ulicy są w języku walijskim, nie rozumiem nic. Nawet jakbym bardzo chciała to nie rozumiem nic 🙂 wsparciem są poniższe napisy po angielsku.

Wrócę jeszcze z opisem do zamku, bo jest ogromny i warty uwagi. Zamek Conwy powstał już w średniowieczu, w XIII wieku na zlecenie króla Anglii Edwarda I. Budowa miała być jednym z elementów „żelaznego kręgu zamków walijskich”. a sam krąg miał być symbolem władzy Anglików nad Walijczykami. Zamek tworzą 22 wieże i 3 bramy, był najdroższym zamkiem z kręgów. Prowadził także do niego most zwodzony, a sam zamek leży nad przepiękną rzeką Conwy. Historycy nazywają go największą średniowieczną fortyfikacją w Europie.

Miasteczko jest bardzo dobrze oznakowane. Turysta, który nie ma pojęcia gdzie co jest bez problemu dzięki znakom trafi tam gdzie chce. Ludzi można policzyć na palcach dwóch dłoni. Udaje nam się znaleźć urokliwą restaurację, gdzie czujemy się jak u babci na obiedzie. Długo tu nie zostajemy, bo musimy zmierzać w kierunku Lake District.