DSC_0240Nasz autobus ma nas zawieść do Matale, a potem to już prosta droga do Kandy. Ooo nie! nie! jednak troszkę jak to na Sri Lance w transporcie bywa będzie zamieszania.

Błądzimy tymi autobusami w stronę Matale tylko po to by zobaczyć jeden z najczęściej polecanych spice garden-ów z przewodników. I w internetach też huczą o tym Matale. Że piękne ogrody, że bezpłatne zwiedzanie, że cudownie! No to wiadomo, jedziemy!

Wszystko co bezpłatne na Sri Lance ma drugie dno 

W końcu autobus, a dokładniej kierowca dosłownie nas wyrzuca pośrodku ulicy. Ludzie machają rękami przed nami krzycząc GARDEN – HERE!!!! i wskazują w oddali pewne miejsce. I tak błądzimy i docieramy.

Tu nagle jak na baczność staje kilku miejscowych pracowników ogrodu i już zacierają ręce. Oprowadzają nas, dają powąchać wszystkie listki, przyprawy, kwiatki i tak dalej. Praktykanci robią nam masaż ramion – niby za darmo ale nie chcemy wyjść na proste, płacimy im jakieś drobne. Potem prezentacja kolejna. I kolejna. Miejsce fajne, ciekawe. Nasmarowali nas specyfikami na komary, kremami na piękno i nie wiem czym jeszcze. Teraz najważniejszy punkt programu – SKLEP!!!

Nic nie musimy, ale oczywiście warto byśmy coś kupiły. Tu się czuję jak ruska na arabskim bazarze. Skaczą wokoło nas wszyscy z kalkulatorem. Wybieramy kilka rzeczy, są dość drogie no ale chcemy je mieć. Uważajcie by nie dać się naciągnąć na bankructwo bo oni są do tego zdolni i w gratisach potem wciskają wszystko, byleby kupić jak najwięcej. Kilka dni potem dla kontrastu to samo było 10 razy tańsze na bazarze. Można się załamać co? Aczkolwiek mimo zarzekania na bazarze sprzedawców, że to to samo to nie wierzę w oryginalność tych produktów.

Wiem też, że w spice garden ceny zawyżają. Kupiłam dwa produkty. Może przepłaciłam, ale jestem z nich do dzisiaj zadowolona. Olejek jojoba i krem. I wytłumaczyłam sobie, że muszę to wypośrodkować. Katować się, że mogłam kupić na bazarze – ŹLE, bo może oszustwo. Katować się, że w spice garden – też ŹLE, bo nie kupiłam przecież połowy sklepu. Także Matale fajnie odwiedzić ale ostrożnie. Jest to faktycznie jeden z większych spice gardenów jakie odwiedziłyśmy – jednak inne też były bezpłatne i z tymi samymi „atrakcjami”.

Spacer po Kandy

Kandy jest wielkim miastem i można tu spędzić z 2-3 dni zakładając, że będzie się jeszcze zwiedzało jakieś okolice. Warto przejść się tu dookoła jeziora, jakie ma miejsce w środku miasta. I tą okolicę zwiedzałam. Warto tu przejść się na okoliczny bazar – jest w zadaszonym budynku niedaleko stacji kolejowej. Wygląda właściwie jak dworzec a okazuje się być bazarem.

Kupicie tu owoce i ubrania. Tu na parterze trafiłyśmy na uczciwego sprzedawcę, który obdarzył nas toną owoców za pół darmo. Tak facet był ok, że tylko u niego robiłyśmy zakupy. Na przeciwko jest bar Muslim Hotel. Zjecie tu ciekawe miejscowe jedzenie. Warto, chociaż wystawione kurczaki na wystawie odstraszają. Zatem wegetariańskie jedzenie koniecznie! Kurczak i inne mięsa niepewne.

Poza tym Kandy to zlepek podobnych do siebie ulic, jednego popołudnia można się tu powłóczyć po ulicy chociaż jest głośna i dzika.

Pokaz tańca tradycyjnego w Kandy

Niedaleko jeziorka, po drugiej jego stronie jest taki kompleks restauracji i hoteli a także coś w stylu domu kultury gdzie odbywają się pokazy taneczne. Warto się na to wybrać, bo jest nie dość, że ciekawe to całkowicie inne niż nasze tradycje. Bardzo mi się podobało i zarówno kobiety jak i mężczyźni wykazali się ogromnym talentem artystycznym, a stroje w jakich występowali były zachwycające.

Koszt nie jest bardzo wysoki, a wrażenia zostają na całe życie. Podczas tego pokazu zobaczyłam także chodzenie po ogniu. I jak zwykle zastanawiałam się czym są wysmarowani, że chodzą po nim tak swobodnie lub go połykają. Część publiczności popadała w zachwyt, a ja po cichutku skupiałam się na ruchach mężczyzn i kobiet. Dynamiczna muzyka w połączeniu z ich ciałami tworzyła piękny duet.

Świątynia Zęba w Kandy

Miejsce gdzie są długie kolejki, a bilet nie należy do najtańszych. Kompleks jest ogromny i ciekawy. Warto się tam wybrać. Spędzicie tu trochę czasu. Nie będę rozpisywała się o historii Świątyni, kto chce sam sobie poszuka. Denerwujące są jedynie tłumy turystów. Wierni są wymieszani z odwiedzającymi, gdzie obrazek Japonki celującej obiektywem prosto w twarz modlącej się Lankijki był na porządku dziennym. Raz wieczorem podczas spaceru w okolicy były słychać nabożeństwo. Co ciekawe nie była to niedziela, a chyba poniedziałek. Świątynia w nocy jest ciekawie oświetlona.

Gdzie w okolicy spędzić czas nocując w Kandy?

Z Kandy blisko jest jak wspominałam na początku do Matale – ogrody. Blisko stąd też mamy do sierocińca dla słoni czy kompleksu gdzie można pojeździć na słoniu. tematy mi dość obce, nie lubię tego typu formy turystyki. Pojechałam za to do Pinawalli – sierocńca dla słoni. Wróciłam niezbyt zachwycona, no ale byłam! W Kandy też jest blisko do fabryk herbaty jakie są darmowe do zwiedzania. Warto takie miejsca odwiedzić.