Zagłębiając wiedzę na temat gór wysokich nie sposób nie trafić na nazwisko Zawady. Im więcej czytam, tym częściej się z nim spotykam. Zawsze chciałam zgłębić wiedzę na jego temat, gdyż był człowiekiem drugoplanowym, a grającym pierwsze skrzypce. Taka to rola kierownika, sam nie stawał być może zbyt często na szczycie, ale stanowił szkielet i mózg całej wyprawy. Zawada to bardzo ważna osoba, o której warto poczytać.  

Wspaniale, że Ewa Matuszewska poświęciła mu tę książkę. Chwilami to aż przesadziła z dokładnością, ale nie piszę tego w aspekcie negatywnym. Wręcz odwrotnie, tu jest całe życie Andrzeja Zawady opisane z taką wrażliwą precyzją.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. O Zawadzie wiele się czytało i słyszało, ale tak naprawdę po przeczytaniu tej książki człowiek się tak bardzo wgłębia w jego historię oraz dokonania.

Był bardzo ciekawą postacią. Barwną. Trudną. Dobrą.

Doceniam, że Matuszewska poświęciła tyle czasu na zebranie tych wszystkich informacji na temat himalaisty. Nie ukrywam, że warte to było każdego zdania w tej książce. Poznajemy Andrzeja Zawadę od nowa. Wgłębiamy się w jego historię już od dzieciństwa. Nie miał łatwego życia, ale czasy w jakich przyszło mu dojrzewać także nie były zbyt łatwe.

Od samego początku wyczytamy, że uciekał w Tatry, które bardzo kochał. Pierwszy związek małżeński miał nieudany, ale drugi z Anną Milewską bardzo ciekawy, przepełniony miłością do gór obojga ludzi z pasją. Do dzisiaj jak patrzę na festiwalach na Annę Milewską to się ogromnie wzruszam. Mimo upływu lat, ta kobieta ciągle zbiera w sobie siłę i dumnie pojawia się na festiwalach – szczególnie na tym jednym – w Lądku Zdroju.

Jeżeli chcecie poznać bliżej życie Andrzeja Zawady, a także poczytać o tym jakim był kierownikiem, jak kochał góry oraz jaki był dla innych ze środowiska to warto przeczytać tę książkę. Matuszewska naprawdę włożyła w napisanie jej serce, to widać i czuć podczas czytania.