13620860_736680273101135_959015952821692874_n

Zanim zacznę swoją recenzję cofnijmy się do 2015 roku. Jest listopad, mam swoją prezentację na OSSOT w Rzeszowie. Jestem tak zestresowana, że nawet nie wiem kiedy mija spotkanie podróżnicze i ląduję w rzeszowskiej knajpie z różnymi ciekawymi osobami. Jest wśród nich Tony. Wpadł jak burza, opowiadał jak huragan. Pierwsze wrażenie? – chyba jest trochę niepoczytalny, ale w tę dobrą stronę. Wariat podróżniczy. Nowoczesny młody chłopak, który garściami bierze każdą chwilę z życia, nawet ten wieczór przy piwie. 

Tony jest duszą towarzystwa. Ciężko go nie polubić i jeszcze trudniej jest się nie śmiać w jego towarzystwie. Ktoś musiałby chyba być ogromnym gburem. Tony jest specyficzny, nie da się tego ukryć. Dla mnie jest wesołą dwudziestokilkuletnią zagadką. Rzeszów dobiega końca. Gdy wracam do domu, nie mam pojęcia, że za pół roku Tony wyda książkę. Mówił, coś o tym, ale wydawało mi się to nierealne z powodu jego tysiąca innych kwestii o jakich na spotkaniu wspominał.

Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę – nie każdy Polak to złodziej

Tony obala stereotypy, którymi jesteśmy wszędzie karmieni. Dzisiaj porozmawiasz z kimś o Ameryce Południowej i usłyszysz: „tam zabijają, tam kradną, tam nie jedź”. Tony słyszał to wielokrotnie podczas swojej podróży po krajach Ameryki Południowej, ale mimo wszystko zachował taki mur bezpieczeństwa, który obalał w momencie jak sam czegoś doświadczył.

Ta podróż to tylko częściowo zaplanowane spełnienie marzeń. Tony wybiera się na Mistrzostwa Świata w Piłce nożnej do Brazylii do pracy, ma być wolontariuszem i mieć na głowie ogrom obowiązków. I tak się dzieje, ale drugoplanowo dzieje się o wiele więcej. Podczas czytania zauważymy jak spontanicznie zmieniają się plany Tonego, ale także jak ten wyjazd zaczyna nabierać barw przygody.

Mam wrażenie jakbym czytała bloga, albo słuchała jego opowiadań będąc obok. Autor zachował w tej książce specyfikę „swojego ja”. Nie wiem jakbym zareagowała nie znając go, ale dzięki temu, że porozmawialiśmy w Rzeszowie dwa razy bardziej czułam te jego wszystkie pokręcone sytuacje. Tony dość zabawnie opisuje niektóre kwestie jego zachwytu. Powaliło mnie zdanie, jak wspominał, że szkoda, że wsiadł do autobusu i usiadł po lewej stronie, jak wszystkie cuda natury Boliwii okazały się być po stronie prawej. Często zastanawiałam się skąd na jego drodze pojawiło się tyle szczęścia lub jakim cudem poznał tak ciekawych ludzi. Ameryka Południowa pokazuje swoje nowe oblicze. Wcale nie jest tak strasznie. Fawele można nazwać bezpiecznymi, na ulicach w Rio nikt nie myśli tylko o tym by cię napaść, a jak trzeba to znajdzie się zawsze ktoś kto nakarmi, przenocuje lub podwiezie mimo, że wygląda jak bandyta.

Nie do końca przekonuje mnie ta prawie bezgraniczna ufność Tonego, ale nie napiszę, że jest w tym wszystkim niedojrzały – ma swoje zdanie, ma swój pogląd i to bardzo szanuję jednocześnie ciesząc się, że podzielił się z czytelnikami swoimi emocjami. Doświadczył wielu dobrych sytuacji, ale czy poprzez to można napisać, że Ameryka jest bezpieczna gdy słyszy się o niej tyle złych rzeczy? Nie mam pojęcia. I nie mam co się wypowiadać, gdyż nigdy tam nie byłam. Znajomi opowiadają swoje, zdania są podzielone. Na pewno jego opisy przybliżyły mnie do wiary w to, że jednak może być dobrze, że wcale ta Ameryka Południowa to nie jest jedno wielkie zło.

Jaki jest Tony?

Forma wypowiedzi jest bardzo zróżnicowana w całej książce. Generalnie jest luźna. Emocje są dynamiczne. Tony potrafi cieszyć się z małych rzeczy. Podziwiam go za odwagę. Nie wiem, czy na niektóre sytuacje bym się zdecydowała. Żył po studencku, starał się wydawać jak najmniej. Każdy nowy dzień był wielką przygodą. Bywał jak mały chłopiec. Z jednej strony te opisy mogą być zaskakujące. Jak przecież można cieszyć się tyloma banalnymi sprawami? Jest w tym jednak jakiś sens. Wszyscy teraz są górnolotni i tacy poważni. Tony był sobą i nic mu się przeszkadzało, by nie zmieniać się na kolejnych stronach swojej książki. Widzę jednak, że stał się inny po tej podróży. Jak można to zauważyć? Zobaczcie jaką amplitudę emocji rysuje nam Autor przez całą książkę. Potem przeczytajcie raz jeszcze wstęp i epilog. I wtedy odpowiedź znajdzie się sama.

Ta książka to podróż nie tylko po kolorowej Ameryce Południowej. To także elementy Tonego, który poskładał samego siebie z rozrzuconych puzzli swej „szarej codzienności”.

p.s jak wybieracie się do Brazylii, Boliwii czy Peru to przeczytajcie tę książkę. Tony opisał tu wiele ciekawostek i ważnych rzeczy, jakich nie znajdziecie w przewodniku, albo nie dostosujecie sobie odpowiedniego komentarza do sytuacji – gdzie on to właśnie robi 🙂