Moja ciekawość na temat tej książki była naprawdę ogromna. Tym bardziej, że autorem jest nie wspinacz – zastanawiałam się jak on ugryzie temat kobiecego himalaizmu, gdzie jak wszyscy dobrze wiemy to temat bardzo trudny. Sepioło pokazuje czytelnikowi jak wyglądał himalaizm kiedyś i jak wygląda dzisiaj w wydaniu płci pięknej. Wszystkie bohaterki poznamy strona po stronie coraz bliżej. Każdej pani poświęcono kilkanaście stron, ale to wystarczyło by poruszyć emocje, otworzyć szerzej wyobraźnię i zrozumieć, że to całe wspinanie i środowisko w jakim się otaczasz nie jest wcale takie czarno-białe. Tu odchyleń od normy jest więcej niż możesz sobie wyobrażać. 

Sepioło jest reporterem, publikuje w największych polskich tytułach prasowych, m.in. „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce”, „Gazecie Wyborczej” i „Wysokich Obcasach Extra”. Od lat zgłębia historie polskiego himalaizmu.

Muszę przyznać, że aby napisać taką książkę trzeba mieć w sobie ogromne pokłady cierpliwości, nie wspomnę o wiedzy – którą Sepioło ma i dobrze nią zarządza przy każdej historii. Narracja i forma wypowiedzi jaką stosuje bardzo mi się spodobała – to do mnie po prostu trafiło.

Trzeba przyznać, że Mariusz miał trudne zadanie. Spotkanie się z bohaterkami lub bliskimi tych, które już nie żyją nie należy do banalnych. Nie jednak spotkanie jest tu kluczem, a umiejętna rozmowa. W książce przedstawia wiele osobistych historii, bardzo trudnych historii o których nie chce się rozmawiać na co dzień i nie z każdym. Sepioło stara się być cieniem. Jest na drugim planie. Zadaje ważne, nie raz trudne pytania, które stara się dobierać tak, by to w trakcie rozmowy druga osoba się otworzyła i poczuła ich elastyczność.

Mocno trafiły do mnie słowa Janusza Syrokomskiego, który zacytował swoją żonę Halinę Cktóra zginęła podczas wyprawy na K2:

No dobrze! Urodzę ci dziecko, żebyś miał kogoś jak ja się upierdolę w górach.

Krüger-Syrokomska urodziła córkę.

Marianka poszła w ślady po matce. Czytając kolejne historie o alpinistkach mimo wszystko w głowie cały czas powtarzały mi się powyższe słowa wypowiedziane przez Halinę, jak jakaś mantra, której powtórek nie ma końca…

Zebrane historie wszystkich bohaterek w książce są z jednej strony podobne, bo mówimy przecież  o wspinaczce, górach wysokich i himalaizmie. A tak naprawdę ten cały himalaizm i miłość do gór to tak indywidualna sprawa, że nie wolno nam żadnej z bohaterek do siebie porównywać. Im dalej czytasz tym bardziej widzisz jak te kobiety były ze sobą powiązane ale jak bardzo się różniły.

Kończąc jedną historię myślisz, że kolejna będzie inna – tak będzie inna, ale nie raz jest powiązana z poprzednią co sprawia, że zaczynasz coraz bardziej wgłębiać się w każdą stronę książki.

Kilkanaście stron otworzyło mi szerzej oczy na postać Kingi Baranowskiej. Bo jak to właśnie u niej było zanim weszła na swój pierwszy ośmiotysięcznik? Mimo, że krótko to bardzo treściwie dowiecie się czegoś więcej o Kindze.

Czy można być dobra matką i wspinaczem? Czy wyjazd w góry wysokie po urodzeniu dziecka oznacza bycie egoistką? Co się czuje przed wejściem na swój pierwszy ośmiotysięcznik? Skąd brać pieniądze na wyjazd? Jak smakuje porażka? Czy po śmierci bliskiej osoby w górach wysokich chce się do nich wracać? Czy kobieta musi opiekować się domem, a facetowi tylko wolno się realizować? Czy dzieci himalaistek ich nienawidzą przez częste wyjazdy? Czy w górach wysokich tęskni się za domem?

Tych pytań jest cała masa. Często te kobiety słyszały lub słyszą stereotypowe porównania. I zadawane są im banalne pytania o egoizm i rywalizację. Wydaje mi się, że miłość do gór jest kwestią tak indywidualną, że nikt nie ma prawa się wtrącać komuś w jego życiowe decyzje. Jeżeli decydujesz się na założenie rodziny, zrób to – chcesz wrócić do wspinania – zrób to – ale pamiętaj, że już nie jesteś sama i podejdź do tematu racjonalnie. Czy z pasji trzeba rezygnować po założeniu rodziny? Nie sądzę. W tej książce wiele bohaterek wypowiada się na ten temat i w cudowny sposób opisuje jak to życie wygląda przed i po urodzeniu. Niektóre musiały zrezygnować z pasji, ale jak wspominałam, każdy z nas jest indywidualną jednostką.

Te które wróciły do wspinania mówiły, że było inaczej… ale nie oznacza to, że gorzej.

Historia Katarzyny Skłodowskiej bardzo mnie poruszyła. Jestem pełna podziwu, że otworzyła się i porozmawiała z autorem książki, który z ogromnym wyczuciem opisał jej historię.

Góry wysokie wymagają ogromnej determinacji, silnego charakteru, wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Wiele razy możesz otrzeć się o śmierć. Aleksandra Dzik przedstawiła wspomnienia z wyprawy na Nangę Parbat, gdzie terroryści zabili 11 osób w bazie. Ola Dzik rozbiła ze swoją grupą wtedy obóz na wysokości 6000 m n.p.m i to ich uratowało. Samo czytanie wprowadziło mnie w ogromny niepokój. Co czuła zatem Ola i jej grupa – nawet nie chcę sobie tego wyobrazić.

Himalaistki – każda z nich jest inna, łączy je miłość do gór. Każda z nich przeżywa ją na swój sposób. Jedne w góry uciekają, inne uważają, że przebywanie w mieście to ucieczka. Są matkami, żonami, siostrami. Niektóre żyją z wypraw, inne w zaciszu domowym zajmują się tym co tu i teraz.

Cieszę się, że mogłam o nich poczytać. Każda z tych kobiet jest dla mnie inspiracją. Myślę, że była to dla mnie jedna z ważniejszych książek jakie przeczytałam o górach.

Chciałabym kiedyś stanąć na jakimś wierzchołku gór wysokich. Może mi się uda, tak jak im.