Gruzja: Mestia i Ushguli – co warto zobaczyć ?


Będąc w Gruzji koniecznie należy zrobić przystanek w Mestii i Ushguli. Jeżeli kochacie góry, to uznajcie to za konieczną – konieczność! Oba miejsca są obłędne i żałuję, że nie miałyśmy z Natalią więcej czasu by tam pobyć. Na tyle co nam się udało to i tak byłyśmy zadowolone. Te widoki zatykają dech w piersi. Sama droga do Mestii od pewnego momentu staje się bajką … taką krainą, którą zazwyczaj widzimy za ekranem swego telewizora we mgle lub w wyobraźni. Miałam wrażenie, że powinnam się uszczypnąć – bo nie wierzyłam, że mogę być w tak pięknym miejscu. To był raj na ziemi. 

Z Tbilisi do Mestii 

W Tbilisi trzeba wiedzieć na jaki dworzec się dostać by wyruszyć do Mestii, gdzie stawają marszrutki w tym kierunku – a reszta załatwi się sama. Podjechałyśmy metrem na wskazany przez miejscowych dworzec, przejście przez targowisko – jest! Stoją! Okazało się, że pan nie zawiezie nas bezpośrednio do Mestii, ponieważ sezon się skończył i jeżdzą nieco inaczej. Powiedział mi, że dowiezie nas do punktu A i tyle…mina mi zrzedła bo pomyślałam matkooo i co dalej jak nasz plan jest tak napięty, a przecież do Mestii musimy! Zanim zaczęłam się martwić, chyba moje oczy mówiły wszystko bo Pan z marszrutki oznajmił mi, że mam się nie martwić i jeszcze dziś będę w Mestii. A ja, ale jak? jak się nie da! 😦 a on – Kobieto, jesteś w GRUZJI !!! wsiadaj, nic się nie martw. Wszystko załatwimy! Uznałam, że pewnie będzie naciągał nas na kasę, albo szykuje się jakiś oszukany układ dostarczenia nas do Mestii za pewnie straszne pieniądze.

20161010_144559

Pan podczas jazdy dzwonił to tu, to tam i załatwił nam transport mówiąc, że jak zbiorą się ludzie to będzie taniej. Kolega wiezie jakiś gruz i materiały budowlane i nas za odpowiednią sumę zabierze. Ta suma była nawet akceptowalna, ale zakładałam, że znajdą się ludzie bo aż tyle nie miałyśmy. Na przesiadce czekałyśmy na takim mini dworcu na jakim toczy się miejskie życie, odbywa się targowisko, przejeżdżają taksówki, marszrutki, samochody i chodzi cała masa ludzi. Nagle lunął deszcz. Mówię ahaaaaa to już mamy pozamiatane. W sekunde wbiegł Hindus z pytaniem: MESTIA i wpatrzonymi we mnie czarnymi oczami. Mówię TAAAKKKKK Mestia. A on, że jadą w 2-kę. Pojechaliśmy. Kierowca oznajmił, że po drodze jakby co kogoś zgarnie by było taniej, ale mimo wszystko pewną sumę musi od nas ściągnąć. Intensywnie przyciągałam myśli, by nagle spod asfaltu ktoś wyskoczył z pytaniem: MESTIA?! Na drodze pojawiło się dwóch chłopaków i właśnie tam chcieli jechać. Targowali się długo bo też nie mieli za wiele kasy, ale wszyscy ostatecznie dogadaliśmy się z kierowcą. On nam oznajmił, że zrobi przerwy i postój na wymianę materiałów – a my poznawaliśmy się nawzajem. Jechało dwóch chłopaków z Indii, dwóch z Izraela złapanych po drodze i my Polki. Nagle marszrutka stała się naszym międzynarodowym busem. Wspominam tę podróż najlepiej z wszystkich chyba podróży po Gruzji. Było ogromnie wesoło.

Kierowca poczuł się jak nasz szofer, kazał puszczać muzykę z naszych krajów i mówić różne dziwne słowa – każdy w swoim ojczystym języku. Do tego poszły rozmowy o kulturze, religii i obyczajach. W naszym wesołym autobusie nikt nie rozmawiał po rosyjsku, a kierowca uznał, że jak jestem z Polski to perfekcyjnie będę tłumaczyć reszcie jego opowieści. Język mi się łamał i w połowie nie miałam pojęcia o czym on gada, ale dzielnie starałam się go tłumaczyć – śmiejąc się przy tym do oporu.

20161010_145136

20161010_160540

20161010_164858

Gdzie kończy się droga szybkiego ruchu a zaczynają zawijasy 

Rejon w jakim leży Mestia i Ushguli to Swanetia. Będąc tutaj w październiku miałyśmy okazję podziwiać piękną jesień. Nasz kierowca co postój był jakiś taki weselszy, a oczka świeciły mu się od samego początku. Na jednym z przystanków Hindus zapytał mnie czy chcę kawę, podziękowałam. Wrócił z wielkimi oczami, mówiąc, że skosztował cza czy – lokalnego trunku.Uśmiechnęłam się, bo wiem, jak cza cza jest mocna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że czaczę pił sobie także degustacyjnie … nasz kierowca !!!! Od tego momentu miałam wszystkie katastrofy z telewizji przed oczami, że na pewno zginiemy na tych krętych drogach, ale jak widać żyję. Jestem nadal tu z wami. Udało się.

Droga jaką jechaliśmy była długa, żmudna, kręta ale tak pięknych widoków nie widziałam chyba nigdy. Kazaliśmy się kierowcy zatrzymywać co chwilę na zdjęcia, częstując go papierosami. Swanetia jesienią jest obłędna!

20161010_164753

Noclegi w Mestii 

Nie miałyśmy planu. Wszyscy koledzy mieli rezerwacje, a my tylko uśmiech na twarzy. Nocleg się znalazł, zanim zapytałam o niego. Pomarszczony kierowca zadzwonił w pewne miejsce i powiedział: mam dla was pokój, z wielkim łożem, miłą gospodynią co dobrze gotuje w fajnym domku u rodziny. Tanio. A my mówimy, ok zawieź nas tam, zobaczymy! Po 3 minutach w domku uznałyśmy, że zostajemy z naszą nową mamą na kolejne 3 noce i kierowca odjechał i obiecał, że tak tylko będzie potrzeba to z powrotem też po nas wpadnie. W naszym domku skorzystałyśmy z zdolności gastronomicznej naszej pani, ale też chciałyśmy pojeść w miasteczku – dlatego stołowałyśmy się raczej poza domem. Pokój zaś był fajny, ciepły. Obok była łazienka. A nasza gospodyni była bezproblemowa.

20161011_093325

20161011_084252

Spacer po Mestii 

Tutaj życie płynie całkowicie inaczej. jest sielsko i wiejsko. Oczywiście, że Gruzini są tu przygotowani na turystów i na ulicy znajdziecie knajpkę przy knajpce. Zwiedziłyśmy kilka z nich i jedzenie nam bardzo smakowało. Starałyśmy się dobierać miejsca, gdzie nie zabije nas cena. Gdzie jadają miejscowi. W jednej z knajp była grupka chłopaków. Grali, śpiewali. Zamówiłyśmy jedzenie, a oni kazali się dosiąść do siebie. Byli nieco pijani, dlatego zostałyśmy na swoich miejscach, ale dwójka z nich się do nas dosiadła. Pogadaliśmy o Gruzji, zwyczajach. Śpiewali nam piosenki i cała knajpa była w to śpiewanie zaangażowana. Od jednego, który był artystą dostałam rysunek na pamiątkę.

20161012_183515

20161012_183545

W okolicy Mestii znajduje się lodowiec Chalaadi – na jaki chciałyśmy się wybrać. W tym dniu niestety pogoda się bardzo popsuła, ale mimo to postanowiłyśmy się przejść. Trasa na lodowiec prowadzi po płaskim, pod sam koniec podobno jest już teren bardziej jak w górach – jednakże nie udało nam się pod lodowiec dotrzeć o czym zaraz. Idąc w stronę lodowca Chalaadi będziecie mijać małe lotnisko w Mestii. Zdarza się, że turyści zamiast wybierać długą i czasochłonną trasę samochodami czy marszrutkami do Mestii wolą polecieć sobie małym samolotem. Lotnisko nazywa się Queen Tamar Airport i jest położone na wysokości 1456 m n.p.m . Port został nazwany tak na cześć Tamary, królowej Gruzji z XII/XIII wieku.

20161012_085224

20161012_085233

20161012_090617

20161012_115946

20161012_115546

Na lodowiec nie dotarłyśmy, ponieważ przed takim mostkiem po drodze (a już byłyśmy daleko) stało powiedzmy coś w stylu naszego schroniska – chatki, gdzie spotkałyśmy całą ubłoconą dziewczynę ze Szkocji, która z lodowca wracała cała przemarznięta i mówiła, że jest ślisko, niebezpiecznie i widoczność jest zerowa. Gdybym w tym dniu nie czuła się źle to może poszłybyśmy dalej ale miałam rewolucję żołądkową i postanowiłyśmy się całe mokre od ściany deszczu chwilę ogrzać i wrócić. Byłyśmy co prawda jakieś 40 minut od lodowca, ale gdy obejrzałam zdjęcia a na nich wielką plamę mgły i nic więcej uznałam, że nie ma co się forsować dla takiego widoku.

Poszwendałyśmy się także po samej Mestii. To ciche i spokojne miejsce. Ludzie tu żyją inaczej. Patrząc przez okno lub wychodząc przed dom masz widoki tak piękne, że cię po prostu zatyka. Tu czas się po prostu zatrzymał. W Mestii codziennie biegłyśmy do jdnej piekarni po taki wielki chleb. Tego smaku chyba też nigdy nie zapomnę. Z samego rana kupowałyśmy go jeszcze cieplutki i czekałyśmy aż będzie można zrobić ten pierwszy kęs.

20161011_091204

Tu co chwilę ktoś nas zaczepiał, zagadywał, chciał podwieźć albo po prostu tak sobie pogadać – pozdrowić. Ludzie w Mestii mieli całkowicie inną mentalność niż chociażby ludzie w Tbilisi. Tu liczy się spokój, cisza i piękno gór. Zatykało mnie jak spoglądałam na wzgórza albo przez nie przejeżdżaliśmy i mijaliśmy tysiące owiec i baranów oraz pasterzy ze swoimi czteronożnymi czujnymi strażnikami. Tu pieski są wszędzie, na każdej ulicy, w prawie każdym domu przy budzie, na każdym podwórku, placu. Spojrzysz na łąki i góry – tam także – pełno psów pasterskich. Wszystkie mimo, że wyglądają na bezpańskie to w ogóle nie groźne – nawet były do nas przyjaźnie nastawione.

Ushguli – szybki spacer po okolicy 

Czas nie pozwolił być nam tu dłużej, dlatego skorzystałyśmy z marszrutki, która zawiozła nas rano do Ushguli z Mestii i zostawiła tam na kilka godzin a następnie zabrała do Mestii. Ogromnie szkoda, że miałyśmy tak mało czasu bo widoki w Ushguli były równie cudowne. Sam dojazd trwał kilka godzin serpentynami, nad przepaścią i drogami dziurawymi na wszystkie możliwe sposoby. Po drodze zatrzymaliśmy się na podziwianie widoków – gdzie w tle widniała piękna jej wysokość – góra Ushba (47100 m n.p.m). Jej sylwetka jest dość charakterystyczna i porównywana jest zawsze do Matterhorna.

20161011_101715

W samym Ushguli wybrałyśmy się z Natalią na spacer za wioskę, w kierunku pięknych gór gdzie zrobiłyśmy cudowną sesję zdjęciową i odprężyłyśmy totalnie umysły. Gdy przyjechał po nas kierowca to w drodze powrotnej zatrzymał się nas Mestią przy kolejce linowej i wjechałyśmy na jedną z okolicznych gór – dość turystycznie, ale widoki z perspektywy krzesełka nas w nie dosłownie wbiły. Byłyśmy w jakiejś bajce.

20161011_121920

20161011_131035

20161011_131242

20161011_162200

20161011_164051

Mimo, że do Mestii i Ushguli jedzie się długo i warto na te miejsca poświęcić więcej czasu to nie żałujemy z naszego czasu ani minuty. Chcemy tu kiedyś wrócić na trekking. W samej Mestii widziałam już całą masę oznakowanych tras – musiałabym się bardziej wgłębić w temat, ale marzy mi się wrócić tu do Swanetii na trekking. Powrót miałyśmy marszrutką do Kutaisi, która startowała z placyku w Mestii bardzo wcześnie rano. Warto wcześniej poczytać trochę o transporcie, bo w te rejony poza sezonem czasami jest po prostu trudniej się dostać.

4 myśli na temat “Gruzja: Mestia i Ushguli – co warto zobaczyć ?

Dodaj własny

  1. od mostku. do lodowca nie jest 40 min 🙂 no chyba ze jest dobra pogoda i ktos potrafi naprawde szybko chodzic 🙂 czy przy mostku pogranicznicy wciaz trzymaja niedzwiedzia? 🙂 nazywal sie chyba Balo 🙂 a co do kolejki linowej, jest to wyciag na Hatsvali i widok rzeczywiscie piekny 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: