13047679_1107554915931401_3914259319521963042_oKażdy, kto wiele podróżuje ma wiele pomysłów na to jak odbyć każdą wymyśloną przez siebie drogę. Jedni czują się jak ryba w wodzie wśród ludzi, inni nie wyobrażają sobie podróżowania w samotności. Jak to naprawdę jest z tymi odczuciami? Lepiej z grupą czy samemu ? Czy płeć w dobieraniu partnera do podróżowania ma znaczenie? I dlaczego jedni czują się najlepiej we własnym towarzystwie, a inni nie wyobrażają sobie dnia bez drugiej osoby obok?

Niepewność początkującego podróżnika

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że pewnego dnia spakuję plecak i pojadę gdzieś sama to bym go wyśmiała i powiedziała, że to niemożliwe. Przecież to niebezpieczne, a dodatkowo jechanie gdzieś samemu jest niesamowicie nudne. Muszę mieć przecież z kim porozmawiać. Muszę … mieć z kim spędzać czas. Sama mogę się zgubić … nie ogarnąć, może mi się przecież coś stać. Wiele takich niepewności roi się w głowie w momencie, gdy jesteśmy na początku swojej podróżniczej drogi. Im więcej jesteśmy w drodze to okazuje się, że to co nas na początku przerażało, teraz staje się o wiele łatwiejsze.

Jak rodzi się pomysł by pojechać samemu

Zazwyczaj pomysł na to, by odbyć samotną podróż pojawia się w głowie z jakiegoś powodu. Na moim własnym przykładzie śmiało mogę powiedzieć, że decyzję o wyjeździe w pojedynkę podjęłam w momencie, gdy czułam się już na tyle doświadczona w innych aspektach podróżniczych by móc tego dokonać. Odbyłam już grupowe wyjazdy, gdzie nie zawsze było kolorowo. A im nas było więcej, tym większe było prawdopodobieństwo, że się pozabijamy. Udało się też mieć podobne odczucia będąc tylko we dwie osoby. To bardzo ważne kogo sobie dobieramy do podróży. Taka osoba musi być taką naszą „drugą połówką”. Oczy i zęby można szybko chcieć sobie powybijać i wystarczy poprzebywać ze sobą kilka godzin by mieć się serdecznie dość lub paradoksalnie uznać, że można jechać i na koniec świata na kilka miesięcy.

13124889_1117829918237234_5035907718398693953_n

Szybka decyzja, kupno biletu i lecę …

Zawsze zastanawiałam się jak to jest jechać gdzieś samemu. Czy będę się bała być w obcym miejscu sama. Dodatkowo z kim tu porozmawiać? Jak się zachowywać, a patrząc na to globalnie to przecież jest to ogromnie niebezpieczne.
I co z tego! Uwierzcie mi, że to wszystko rozwala się jak domek z kart w momencie, gdy chcecie przeżyć coś nowego i pojawia się potrzeba podniesienia poziomu adrenaliny. Najeździliście się już tak dużo, że czujecie taki pewien niewytłumaczalny rodzaj pewności. Że się uda, że potrzeba mi czegoś nowego, że chcę zobaczyć jak to w końcu jest.

Pewnego dnia kupuję bilet i od tego momentu zaczyna się niepewność. Taka pozytywna niepewność. Z jednej strony człowiek się cieszy, a z drugiej zastanawia po co w tym wszystkim chodzi i co ja właściwie zrobiłam? Na kij mi samej bilet gdzieś w Europie? Mimo wszystko czekasz na ten dzień – dzień twojego ważnego wydarzenia, którym jest samotna podróż.

13165947_1117635811589978_258998687482134830_n

Panika !!!!

Budzę się rano. Za 3 godziny mam samolot do Norwegii. Dodam, że wymyśliłam sobie właśnie na pierwszą samotną podróż rejon totalnie mi nieznany. Bergen na mnie czeka, ciach! Lecę tam przecież dzisiaj. Wstaję z łóżka i pierwszą myślą w głowie jest hasło NIE RÓB TEGO!!! Po co. A co jak ci się coś stanie, źle się poczujesz albo mnie okradną. A co jak ktoś zrobi mi krzywdę, dodatkowo nie mam tam nikogo. Żadnej bratniej duszy. Nawet nikt nie zauważy, że zniknę jakbym znikła …Serce waliło mi jak armata. Właściwie prawie wyskoczyło. A może odwrócę się na drugi bok, pójdę spać i powiem, że zaspałam! OOOOo to jest myśl! Będę miała dla wszystkich wytłumaczenie, jak okaże się, że będę musiała podać powód, że nie pojechałam. Zaspałam i już!

Na szczęście panika trwała chwilkę … kilka minut i musiałam „palnąć się mentalnie w łeb” by optrzytomnieć. Potem szybko się zebrałam i pobiegłam na samolot. Zdenerwowanie trwało chwilę … ufffff. Potem już tylko poziom zainteresowania wzrastał, ale ani przez chwilę już się nie stresowałam. Po prostu czekałam z niecierpliwością, aż samolot wyląduje…

13151946_1117635868256639_2768565469530659260_n

Samotne podróżowanie polegało na ciągłym poznawaniu nowych ludzi

I moja niepewność w wszystkich aspektach pękła jak mydlana bańka. Po drodze czy to w Bergen czy we Włoszech podczas samotnego podróżowania spotkałam wiele ludzi. Właściwie to rzadko bywałam sama. Zazwyczaj tylko w środkach komunikacji czy samolocie. Przyznam, że podobało mi się to. Gdy bywałam też sama to dobrze czułam się w swoim towarzystwie. Każda spotkana osoba na mojej drodze wniosła coś nowego w moje życie. Zapisała się w scenariuszu podróży. W mojej drodze, jaką stale odbywam.

By dojrzeć do decyzji o samotnej podróży trzeba doświadczyć wielu historii. Podróżowanie samemu jest fajne. Co ciekawe można taki rodzaj podróży rozumieć na wiele sposobów. Jedni robią samotne niebezpieczne wyprawy bądź wędrują tysiące kilometrów pieszo. Inni jadąc nie mają pojęcia, że zaraz na ich drodze pojawi się ktoś z kim spędzą najfajniejsze 24 godziny ich życia. Podczas moich różnych wyjazdów zrozumiałam jedno. Gdy spotkasz kogoś ciekawego w jakimkolwiek miejscu na świecie i postanawiasz spędzić z nim czas, to wykorzystaj to tak jak najbardziej potrafisz. Nie dziś, nie wczoraj ani nie jutro. Tu i teraz. Bo przecież żaden dzień się nie powtórzy …

Nie ma sensu zatem zastanawiać się nad wieloma rzeczami. Warto każdą chwilę wykorzystać tak, by mieć fajne wspomnienia. Nigdy nie wiemy czy przydarzy nam się coś podobnego.

Podróżowanie samemu otwiera oczy na wiele spraw. Stajemy się wtedy jeszcze bardziej samodzielni i zauważamy rzeczy, które dotychczas nie miały dla nas większego znaczenia.