Londyn sam w sobie jest miastem kontrowersyjnym. Tu nie ma tabu. Masz różowe włosy, tunele w uszach widoczne z daleka czy jesteś cały w tatuażach? Ok, kogo to obchodzi? Tu nikogo.

Możesz być w Londynie kim chcesz. Ubierać się jak chcesz. Zachowywać się jak chcesz. Możesz wszystko. Na Camden Town, możesz podwójnie 🙂

Jak przyleciałam do Anglii w planie była Walia i Lake District. Na sam Londyn miałam 3 dni, a jestem tu już 3 raz i ciągle jest tyle miejsc jakich nie zwiedziłam. Jola dostała jasny przekaz – Nie interesuje mnie czy będzie deszcz, czy nam się chce, czy może lepiej posiedzieć w centrum. Muszę zwiedzić Greenwich, Camden Town i Angel inaczej stąd nie wyjadę. Joli by pasowało bym została, ale zgodziła się na wszystkie dzielnice, a sama na Camden i Angel nie była więc i dla niej była to atrakcja.

Camden Town czyli Punks Not Dead

Dojazd z centrum Londynu na Camden Town zajmuje z dobre 45 minut – mowa o czerwonym autobusie. Gdy czytałam o Londynie, kiedyś wpadłam na artykuł o tej dzielnicy. Jak chcesz spotkać różne subkultury, zrobić tatuaż na środku ulicy, kupić ciuchy dla gotów, płyty winylowe, jedzenie dla wegan i tysiące innych dziwactw zrobić to przyjedź na Camden.

Dzielnica od razu rzuca się w oczy. Z budynków odstają przykładowo wielkie trampki, skorpion czy krzesło. Kupicie tu wszystko co kojarzy się z innością. Zrobicie sobie kolczyk na ciele, tatuaż. Kupicie płyty i gadżety muzyczne. Camden Town to świat koszulek, szczególnie z dziedziny muzyki, ale także tych kontrowersyjnych czy niebanalnych. Dziwna biżuteria, torby, ciuchy. Nigdy nie widziałam tylu dziwnych ubrań w jednym miejscu. Od abstrakcyjnych dla gotów po rockowe ciężkie buty.

Da się odczuć na każdym kroku tą inność. Podobali mi się tutaj Ci wszyscy kolorowi ludzie, mający wszystko gdzieś. Co prawda ćpunów i podejrzanych typów też było od groma, ale nadawali temu miejsca klimatu.

Targowisko na Camden Town

Ten targ to raj dla miłośników kuchni a także biżuterii. Z daleka zapach zachęca do odwiedzin. W części jadalnej okazało się, że swoje stanowiska mają ludzie z różnych stron świata. I tak można było kupić polską kiełbasę, azjatyckie smakołyki, brazylijskie koktajle czy nawet przysmaki z Afryki.

W pozostałej części są ciuchy i biżuteria. Ale się obkupiłam! Wyszłam z afrykańskimi kolczykami i świetną bluzką Floyd-ów oraz sweterkiem w słonie. Udało mi się nawet potargować. To miejsce to raj dla tych, co lubią wyglądać inaczej. Jola kupiła kurtkę. Jest tak inna, że po pierwszej nikt takiej nie będzie miał a po drugie wyglądała jak milion dolarów.

Uważajcie na torebki i dokumenty. Na Camden Town jest tyle ludzi, że ciężko skupić myśli i trzeba się czasem przebijać przez tłumy. Szczerze tego nie cierpię, ale tam jakoś zniosłam ten ból.

Camden Town to miejsce rozrywki i szaleństw. Dzieje się tu zawsze wiele. Organizowane są koncerty i imprezy – szczególnie z dziedziny alternatywnej. Tu każdy robi co chce, gdzie chce i jak chce. Spotkacie po drodze tatuażystę tworzącego dzieło na czyimś ciele, zaraz obok ktoś będzie malował sprayem po ulicy, kilka kroków dalej znajdziecie sklep z perwersyjnymi seksualnymi gadżetami. Potem sklepy muzyczne, gotyckie ciuchy, rockowe akcesoria i muzyka. Dalej ludzie wyglądający jak wampiry siedzący na ulicy pijący piwo, chwilę dalej para namiętnie całując się wchodzi sobie do gardeł.

Takie jest Camden Town. Alternatywne. Bez wstydu i bólu. Dzikie, ocieka perwersją i seksem. Innością. W tym całym chaosie subkultur muszę przyznać, że to moja ulubiona dzielnica, bo naprawdę możesz być sobie tu kim chcesz. Przyjść jako szara myszka i wrócić już jako wydziarana i wykolczykowana niegrzeczna dziewczynka. Albo możesz zachwycić się muzyką, zrobić kolczyk w uchu i uznać, że właśnie to było ci potrzebne.